Założyłem tego bloga, by dzielić się z użytkownikami Internetu swoimi przemyśleniami na temat chrześcijaństwa, Biblii, naszych relacji z Bogiem. Jestem chrześcijaninem. Już dawno jednak przestałem być w swym sercu katolikiem, zbliżyłem się do chrześcijaństwa ewangelicznego. Stąd mój krytyczny niekiedy stosunek do Kościoła rzymsko - katolickiego. W swych przemyśleniach chcę wyrazić siebie, swoją wiarę i poglądy - nikogo nie chcę obrażać. Odwiedzających zapraszam do komentowania, dyskusji, głosowania w ankietach, i wpisywania się do Księgi Gości - link do niej znajduje się daleko w dół, pod linkami do dobrych i ciekawych stron! I - co oczywista - zapraszam: ODWIEDZAJCIE MNIE CZĘSTO! UWAGA! Kopiowanie i upowszechnianie materiałów zawartych na tym blogu - całości lub obszerniejszych fragmentów - WYMAGA ZGODY AUTORA!
| < Listopad 2009 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30            
O autorze
Zakładki:
A tu inne moje blogi:
Adwentyści (KADS)
Antysemityzm
Baptyści
Biblioteki Chrześcijańskie
Blogi chrześcijańskie
Blogi "krewnych i znajomych królika" ;-)
Blogi niezwykłe
Ciekawe postacie
Czasopisma on-line
Dobra muzyka
Dobra muzyka - egzotyczne
Dobra muzyka - festiwale
Dobra muzyka - sklepy on-line
Dobra muzyka - śpiewniki on-line
Dobra muzyka - ulubieni artyści
Dobre książki on-line
Dramy i teatry
Ekumeniczne
Ewangelizacja
Filmy do ściągnięcia
Fora chrześcijańskie
Kliparty, obrazy i grafiki chrześcijańskie
Komiksy chrześcijańskie
Kościół Boży w Chrystusie
Kościół Chrześcijan Wiary Ewangelicznej
Kościół Wolnych Chrześcijan
Kreacjonizm / ID
Księgarnie on-line
Kultura chrześcijańska
Misyjne
Młodzieżowe
Multimedia ;-)
Niezależne zbory
Ogólnochrześcijańskie
Organizacje charytatywne
Organizacje ekumeniczne
Radia on-line
Sekty! O zagrożeniach...
Serwisy chrześcijańskie
Stowarzyszenia
Strony biblijne
Strony moich braci i przyjaciół
Światowy Dzień Modlitwy
"Targowisko różności"
Wspólnota Kościołów Chrystusowych
Zagrożenia
Zbory ponaddenominacyjne
Zielonoświątkowcy
Żydzi Mesjańscy
wiecznosc_STOP

zobacz księgę gości

dopisz się do księgi



Czy uważasz, że:
ekumenizm powinien oznaczać jednoczenie się z katolicyzmem
ekumenizm powinien być jednaniem się chrześcijan, ale nie powrotem wszystkich do katolicyzmu
ekumenizm jest dziełem diabła


środa, 18 listopada 2009
KIEDY ZAPRZESTAĆ DYSKUSJI?

"... głupich i niedorzecznych rozmów unikaj, wiedząc, że wywołują spory. A sługa Pański nie powinien wdawać się w spory..." (2. List do Tymoteusza 2, 23 - 24)

To jedna z rad, jakie apostoł Paweł udzielił swemu umiłowanemu "duchowemu synowi", Tymoteuszowi, a także nam. Ludzie gadają o tylu nieistotnych rzeczach, dając się przy tym ponieść emocjom. Np. polityka - to jeden z trematów, w których chyba najłatwiej o kłótnię. Sprawy społeczne... Sprawy rodzinne... najrózniejsze informacje... Także tematy religijne wywołują spory - zwłaszcza w przypadkach, gdy mamy do czynienia z fanatykami religijnymi robi się wręcz nieprzyjemnie (coś o tym, niestety, wiem). Wiele jest takich "punktów zapalnych" i wielu jest ludzi, z którymi... dyskusja po prostu nie ma sensu!

Zauważam, że Paweł nie poucza, byśmy się nie dawali w dyskusje, byśmy w jakieś tematy nie wchodzili i nie ścierali się z ludźmi w polemice! Sam to przecież robił! On raczej mówi, że nie każdą dyskusję należy ciągnąć, bo doprowadza to do niepotrzebnych napięć i szkodzi nam samym, wyczerpuje nas, odbiera nam siły, które na coś innego, z pozytkiem, możemy poświęcić. Paweł wskazuje, że nie każda dyskusja ma sens, że czasem zamiast dyskusji mamy niepotrzebną gadaninę, słowną przepychankę pozbwioną jakichkolwiek wartości intelektualnych i jeśli tak się dzieje, to powinniśmy się z tego wycofać. Powinniśmy też pilnować własnego języka i uczyć się panować nad własnymi emocjami, bo łatwo możemy się zapomnieć unieść gniewem (a gniew oznacza, że nie ma w nas miłości).

Dyskutować można z ludźmi, którzy dyskutować potrafią, drugą osobę traktują z szacunkiem, są gotowe wysłuchać, przemyśleć i ewentualnie przyjąć argumenty drugiej strony. Z takimi ludźmi dyskutować warto, ale też nie w nieskończoność. Myślę, że w tym pawłowym pouczeniu jest też zawarte: nie trać czasu na dyskusje, które nie dają efektów. Bóg generalnie uczy nas, abyśmy nie tracili czasu bez sensu, nawet jeśli zachowujemy spokój w rozmowie, a także racja jest po naszej stronie. Gdy widzimy, że rozmowa nie ma sensu, powinniśmy uczynić to samo, co zalecono uczniom, jeśliby zwiastując Ewangelię nie byli przyjęci: "I gdyby kto was nie przyjął i nie słuchał słów waszych, wychodząc z domu lub z miasta onego, strząśnijcie proch z nóg swoich" (Ewangelia Mateusza 10, 14). Nie chcą nas słuchać? Mówimy jak do ściany? Wszelkie argumenty nic nie dają? Mamy poczucie, że tracimy czas? Zostawić to! Mówiąc trochę dosadnie: olać to! Machnąć ręką i iść dalej...

Zbyt wiele czasu zmarnowałem na czczą gadaninę z ludźmi, którzy tylko marnowali mój czas i siły. Z tego między innymi powodu nie angażuję się w fora tak, jak dawniej - bo za dużo pustosłowia. Generalnie też wolałbym unikać dyskusji z katolikami - bo tam też pustosłowie, gadanina bez sensu... Nie jestem zbyt konsekwentny i czasem daję się wciągać, ale gdy widzę, że nie ma sensu, to odpuszczam. Po co marnować czas na ludzi, którzy są zamknięci na argumenty? Po co marnować czas na ludzi, którzy opluwają innych, są chamscy? Po co marnować czas na ludzi, którzy kochają spory i czczą gadaninę? Po co męczyć się pustosłwoiem i zawracać sobie nim głowę? Po co tracić czas, gdy zamiast tego można zrobić coś pożytecznego?

00:02, haereticus , Ogólna
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 listopada 2009
ROZMOWA Z "WIERZĄCYM" EWOLUCJONISTĄ

- Czy wierzysz że Biblia jest Słowem Bożym?
- Tak
- W ewangelii spisanej przez Jana Chrystus o słowie Pana, że jest prawdą. Czy wierzysz w to?
- Tak
- A więc skoro Słowo Boże jest prawdą, to Bóg stworzył świat ta, jak jest napisane w Biblii?
- Nie! No co ty! Przecież tego nie możemy rozumieć dosłownie!
- Więc to nie jest prawda?
- Nie, no to jest tylko historyjka, bo wówczas ludzie nie wiedzieli nic o ewolucji i nie zrozumieliby jej...
- Czyli Słowo Boże nie jest prawdą?
- Nie, no oczywiście jest prawdą, ale nie wszystko można rozumieć dosłownie.
- No a to, że Jezus umarł za nas na krzyżu?
- To jest prawda.
- No ale Biblia nam mówi, że tak, jak przez grzech jednego człowieka (Adama) śmierć przyszła na świat, tak przez jednego - Jezusa - wszyscy mogą być zbawieni. Czyżby więc Jezus umarł z powodu jakiegoś mitu stworzonego dlatego, że ludzie nie zrozumieliby procesu ewolucji?
- Nie, no grzech się pojawił...
- Kiedy i kto go popełnił?
- Tego nie wiemy.
- Dobrze, inne pytanie: Biblia nam mówi, że śmierć pojawiła się na skutek grzechu...
- Tak.
- Czyli zanim ludzie nie zgrzeszyli nikt nie umierał?
- Nie no, przecież od początku świata stworzenia rodzą się i umierają...
- Zaraz, zaraz... Mówisz, że od samego początku świata stworzenia rodzą się i umierają. A więc ludzie pojawili się zapewne równocześnie z innymi stworzeniami?
- Nie no, zwierzęta były już miliony lat przed ludźmi, człowiek pojawił się stosunkowo niedawno.
- No, ale dlaczego Jezus musiał umrzeć za nas na krzyżu?
- Bo człowiek zgrzeszył...
- Hmmm... Ale skoro to człowiek zgrzeszył, a w Biblii znajdujemy informację że umieranie - nie tylko człowieka, ale i innych stworzeń - jest konsekwencją grzechu, to dlaczego - zgodnie z tym, co twierdzisz ty i ewolucjoniści - stworzenia umierały na długo przed pojawieniem się pierwszych ludzi, a więc i na długo zanim ludzie dopuścili się grzechu?
- Bóg po prostu znał przyszłość. Wiedział, że grzech pojawi się na świecie.
- No, ale Bóg nigdy nie karze z wyprzedzeniem! On zawsze karze po fakcie! Ot, np. potop...
- Wierzysz w potop? Przecież to brednie! Nauka już dawno obaliła ten mit!
- No ale o potopie mówi nam Słowo Boże!
- No, ale tłumaczyłem, że nie wszystko z Biblii należy rozumieć dosłownie!
- W takim razie co należy rozumieć dosłownie?
- No... Wiesz co? Nie, no daj spokój! Wy to dopiero macie mózgi wyprane przez ten kreacjonizm! Co ja mówię! Wam je zupełnie wypłukano! Nie potraficie racjonalnie myśleć. Fanatyzm religijny! Sekciarstwo! Słuchanie was i dyskusja z wami to strata czasu!

Powyższy dialog sam wymyśliłem. Jednak w całości jest on oparty na autentycznych dyskuscjach z ludźmi "wierzącymi" w Boga i Słowo Boże, ale równocześnie - a może nawet przede wszystkim - wierzącym naukowcom. Naukowcom, którzy kierują się swoimi ideologiami, a później często do nich dopasowują fakty, a wszelkie dowody przeczące ich założeniom ignorują, niszczą (były takie przypadki!) lub uznają za falsyfikaty. Przeraża mnie to, jak wielu ludzi niby w Boga, ale wierzy naukowcom i słowu naukowców, które zaprzecza Biblii, Słowu Bożemu. I nawet nie chcą słuchać innych naukowców, którzy nie są wyznawcami ewolucjonizmu. Wierzą w Boga i wierzą naukowcom - a przecież to prowadzi właśnie do takich absurdów, jak pokazuję w tym tekście. Rzecz w tym, że nie starczy wierzyć w Boga, aby być chrześcijaninem - trzeba wierzyć Bogu! A to oznacza także ufać Słowu Bożemu, które jest prawdą! 

13:59, haereticus , Ogólna
Link Komentarze (2) »
niedziela, 15 listopada 2009
CHRZEŚCIJAŃSKIE ZASADY

"Jest na świecie tyle Kościołów protestanckich! One głoszą tak różne nauki! który więc jest prawdywy? Gdzie ludzie idą za Chrystusem?" - tak często to słyszę. przeważnie ludziom zadajacym to pytanie nie chodzi o odpowiedź, ale o wykpienie wiary innych ludzi (naszej, protestanckiej). Owszem, jest wiele Kościołów, mają nieco różniące się nauczanie (jednak w kwestiach pierwszorzędnych panuje zgodność - różnice pojawiają się w kwestiach mniej istotnych, lub zupełnie nieistotnych!) i odmienne zwyczaje. Ale w każdym z tych Kościołów znaleźć można łatwo to, co łączy chrześcijan. Jest to pięć zasad chrześcijańskich, którymi kierowali się pierwsi chrześcijanie. Pozwolę sobie zacytować je (z kosmetycznymi zmianami) za blogiem Hahaku, który znakomicie je przedstawił, wraz z odpowiednimi cytatami biblijnymi:

1. SOLA SCRIPTURA (tylko pismo) - "Bracia, abyście na nas się nauczyli nie rozumieć więcej ponad to, co napisano" (św. Paweł Apostoł, I w. n.e. - 1 Kor 4:6, przekład BW)
2. SOLUS CHRISTUS (tylko Chrystus) - "Gdyż jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek Chrystus Jezus" (św. Paweł Apostoł, I w. n.e. - 1 Tm 2:5, przekład EIB)
3. SOLA GRATIA (tylko łaska) - "Gdyż z łaski jesteście zbawieni, przez wiarę. Nie jest to waszym osiągnięciem, ale darem Boga. Nie stało się to dzięki uczynkom [...] A jeśli z łaski, to nie ze względu na uczynki, bo inaczej łaska nie byłaby łaską" (św. Paweł Apostoł, I w. n.e. - Ef 2:8.9; Rz 11:6, przekład EIB).
4. SOLA FIDE (tylko wiara) - "Wiemy jednak, że człowiek dostępuje usprawiedliwienia nie dzieki spełnianiu uczynków [...] Dostępuje go tylko dzięki zawierzeniu Jezusowi" (św. Paweł Apostoł, I w. n.e. - Ga 2:16, przekład EIB).
5. SOLI DEO GLORIA (tylko Bogu chwała) - "Ty będziesz składał hołdy Panu, Bogu twemu, i tylko Jemu będziesz cześć oddawał" (Pan Jezus Chrystus, I w. n.e. - Mt 4:10, przekład BWP)

Nie są to "protestanckie dogmaty" - jak często źle je pojmują ludzie, którzy nie mają pojęcia o protestantyzmie - lecz zasady, które wynikają (jak to udowodniono!) wprost ze Słowa Bożego. I choć jako "Pięć wielkich 'sola'" sformułowano je dopiero w czasach reformacji, możemy mieć pewność, że ich korzenie są w czasach apostolskich, w nauczaniu apostolskim dlatego, że w Słowie Bożym odnajdujemy dokładnie to, co zostało w nich zawarte! Są to wytyczne dla życia chrześcijańskiego. Luter tego nie wymyślił! On to przypomniał w czasach, gdy ludzie niby wierzący nie znali Słowa Bożego i nie wiedzieli czego naprawdę nauczał Chrystus i apostołowie! Tych pięć zasad przez setki lat nie straciło nic ze swej aktualności. Nie mogło się tak stać, skoro wywodzą się z Biblii, a ta nie zmienia się i nie dezaktualizuje!

Są różne Kościoły... I w niektórych pojawiło się odstępstwo, nauczanie niebliblijne. Jednak tam, gdzie tych pięć zasad jest skrupulatnie przestrzeganych, tam - jestem pewien - można mieć gwarancję zdrowego nauczania. W życiu chrześcijańskim tak bardzo trzeba trzymania się tych biblijnych zasad! Jeśli chrześcijanie będą tak czynić, to jest to gwarancja, że nie zboczą z dobrej drogi - tej, którą wskazał Chrystus Pan.

23:13, haereticus , Ogólna
Link Komentarze (7) »
czwartek, 12 listopada 2009
NIEZROZUMIENIE

"To przykazuję wam, abyście się wzajemnie miłowali. Jeśli świat was nienawidzi, wiedzcie, że mnie wpierw niż was znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat miłowałby to, co jest jego; że jednak ze świata nie jesteście, ale ja was wybrałem ze świata, dlatego was świat nienawidzi." (Ewangelia Jana 15, 17 - 19)

Ten cytat nie mówi nic o niezrozumieniu, ale był pierwszym, który mi się skojarzył. Możecie się ze mną nie zgodzić, ale myślę, że ten właśnie cytat wiele mówi nam w temacie, który dziś poruszyłem. Myślę, że Jezus mógłby też powiedzieć: "Jeśli świat was nie rozumie, wiedzcie, że mnie wpierw niż was nie rozumiał. Gdybyście byli ze świata, świat rozumiałby was; że jednak ze świata nie jesteście, ale ja was wybrałem ze świata, dlatego was świat nie rozumie." Jestem jak najdalszy od tego, by manipulować słowami Chrystusa, czy coś dodawać do słów Biblii! O nie! Chodzi mi raczej o wskazanie pewnego mechanizmu. Myślę, że niezrozumieniem wobec nas - spotykanmy często - steruje ten sam mechanizm, co rzadziej spotykaną nienawiścią, o której mówił Jezus. Może nawet się to w jakiś sposób ze sobą zazębia, bo właśnie niezrozumienie może skutkować odrzuceniem, wzgardą, czy też nienawiścią. Gdyby ludzie rozumieli Chrystusa, to wszyscy by za nim poszli, ale nie potrafili Go zrozumieć ani zaakceptować, ani też Jego uczniów i stąd wzięło się całe zło.

Jezus był znienawidzony przez wielu - i to ludzi z pozoru religijnych i oddanych Bogu (mamy takich i w naszych czasach!) i był z pewnością najbardziej nierozumianym człowiekiem swych czasów (a może i wszechczasów). Nawet jego krewni, jego bracia, mieli go najwyraźniej za szaleńca - tak uważa wielu biblistów. Wielu tzw. "rozsądnych ludzi", często bardzo uczonych, nie potrafiło zrozumnieć tego, co mówi i co czyni. Nawet ci, którzy szli za nim nie zawsze rozumieli... Ba! nie zawsze starali się rozumieć. Wielu szło za nim, bo lubili słuchać, inni w nadziei na cud, jeszcze inni, bo ich karmił... Nawet apostołowie do pewnego momentu nie zawsze rozumieli o co tak naprawdę temu człowiekowi chodzi, czego on chce. Potrzebowali na to trzech lat... Nie rozumieli Chrystusa kapłani. Nie rozumieli uczeni w piśmie. I pewnie nie mogli zrozumieć i tego, dlaczego są ludzie tak "naiwni", że idą za nim, że wierzą, że ufają Jego słowom. Myślę, że nie tylko to, co głosił Chrystus postrzegano jako irracjonalne i bluźniercze. Było to przy tym niebezpieczne, bo była to duchowa rewolta, która mogła zaniepokoić zwierzchników "oficjalnej", obumarłej duchowo i sformalizowanej, skostniałej religii. Podobne zaniepokojenie przed mniej więcej pięcioma wiekami wywołała w Europie reformacja. Myślę, że jako zachowanie irracjonalne postrzegano też to, że ludzie szli za Nim, słuchali go, a w końcu idac za Nim - już po Jego śmierci - założyli Kościół. Myślę, że tak, jak Chrystus był niezrozumiany, tak i jego uczniowie byli niezrozumiani. Może ten i ów dziwił się, pukał palcem w czoło, nie potrafił pojąć jak można być tak naiwnym, by wierzyć jakiemuś Cieśli z Nazaretu...

Tak naprawdę do dziś się nic nie zmieniło, albo przynajmniej niewiele. Kilka dni temu przyszła mi do głowy pewna refleksja, którą od razu podzieliłem się z Zimbabwe1990: "Są ludzie, którzy wierzą w duchy - i nie budzi to większego zdumienia. Są ludzie, którzy wierzą w horoskopy - i nikt się nie dziwi. Są ludzie, którzy wierzą w UFO i traktuje się to normalnie. Jak to więc jest, że jeśli wierzy się Bogu i Biblii, to ludzie zaczynają patrzeć na człowieka jak na kosmitę?" Nie wydaje mi się, żebym przesadził, bo po części sam tego doświadczyłem - gdy przyznawałem się do wiary w UFO było to normalniej przyjmowane niż to, że nagle związałem się z Kościołem - i to jakimś "innym", "niechrześcijańskim chyba" (bo wielu ludzi w tym kraju ma spaczoną wizję, że chrześcijaństwo = katolicyzm i papiestwo). Odkąd zdecydowałem się na drogę chrześcijańską i nią próbuję iść ludzi to bardziej dziwi, niż gdy opowiadałem o latających spodkach i "faktach" rodem z ksiązek Danikena! I przyznam, że to jest dla mnie niezrozumiałe. Nie mogę się temu nadziwić! Ludzie pytają: "No ale po co? Jaki jest sens? DLACZEGO?" i nie mogą pojąć, że sens widzę w Chrystusie, że za fundament biorę Słowo Boże... Dla nich to często dziwactwo, zdziecinnienie, naiwność lub fanatyzm. No właśnie - póki wierzyłem w UFO uchodziłęm co najwyżej za nieszkodliwego dziwaka, a gdy staram się iść za jezusem, słyszę, że jestem fanatykiem, że stanowię zagrożenie, że jestem w mocy szatana, itp.  Spotykam się z niezrozumieniem praktycznie każdego dnia. I myślę, że każdy z moich braci i sióstr z Kościoła Chrystusowego, może powiedzieć to samo. Bo świat nie potrafi zrozumieć faktu, że podjeśliśmy decyzję pójścia za Chrystusem.

Nie rozumieją tego nawet ludzie, którzy teoretycznie wierzą. Bo wielu jest takich, którzy wyznają Pana tylko ustami, a nie żyją zgodnie z wiarą, nie żyją w pełni, nie żyje w nich Chrystus. Nie mają życia, więc nie rozumieją tych, którzy ŻYJĄ. Nie rozumieją, bo nie poznali Boga, choć może nawet codziennie biegają przed swe ołtarze! Nie rozumieją tego, że ktoś może iść inną drogą, wybrać życie, radykalnie pójść za Chrystusem. Na szczęście zrozumienie nie jest najważniejsze i nie ma co o to zabiegać. Oni nas nie zrozumieją! Może by nawet było źle, gdyby świat mógł nas łatwo zrozumieć i zaakceptować... Bo problem jest taki, że ten świat nie rozumie spraw Bożych.

23:30, haereticus , Ogólna
Link Komentarze (8) »
sobota, 31 października 2009
DLACZEGO UMIERAMY?

Pisałem ostatnio o poważnym, teologicznym problemie, jaki napotykamy, jeśli próbujemy pogodzić wiarę chrześcijańską z wiarą w ewolucję. Poruszyłem tam kwestię grzechu, dowodząc, że jeśli prawdą są twierdzenia ewolucjonistów, to znaczy ze nie było Adama i Ewy, nie żyli oni w raju, nie dopuścili się grzechu, więc ludzkośc nie upadła, a więc... Chrystus nie musiał umierać. To jeden problem teologiczny. A obiecałem wspomnieć o innym, który się z nim wiąże. Tym problemem jest biblijne i teologiczne wyjaśnienie przyczyny tego, że umieramy. Sięgnijmy do Biblii:

"Przeto przez jednego człowieka grzech przyszedł na świat, a przez grzech śmierć, tak i na wszystkich ludzi śmierć przyszła, bo wszyscy zgrzeszyli..." (List do Rzymian 5, 12).

Teraz pozwolę sobie przytoczyć słowa człowieka, który jest dla mnie w kwestiach kreacjonizmu, początków świata i najstarszych dziejów świata i ludzkości, mentorem. Oto fragment wywiadu ze znakomitym brytyjskim naukowcem, Paulem Garnerem (geolog i biolog, członek Towarzystwa Geologicznego a także Biblical Creation Society, współredaktor periodyku naukowego "Origins"), przeprowadzonym dla "Dziennika Bałtyckiego" (wczorajsze wydanie dodatku "Rejsy") przez Renatę Mróz: 

No właśnie! Ofiara Jezusa Chrystusa traci sens! O tym, już pisałem. Coś bardzo podobnego powiedział także niedawno mój przyjaciel i brat, Staszek Sylwestrowicz, goszcząc w ubiegłym tygodniu na antenie Religia TV w programie "Między sklepami": "Jeśli przyjmiemy perspeltywę ewolucjonistyczną, wtedy wszystkie zasadnicze prawdy chrześcijaństwa są podważone. Weźmy ofiarę Jezusa. Jeśli śmierć była przed`Adamem i Ewą - oczywiście zakładając, że Adam i Ewa byli historycznymi postaciami - to w takim razie śmierć nie mogła być karą za grzech. W tym momencie odkupieńcza śmierć Jezusa na krzyżu traci znaczenie kary zastępczej."

No właśnie - Biblia mówi, że śmierć jest zapłatą za grzech, że ludzie zaczęli umierać dlatego, że pojawił się grzech... Przyjmując teorię ewolucji jako prawdę wiary musimy równocześnie odrzucić Biblię i opartą na Słowie Bożym teologię! Piszę tu o ewolucjonizmie jako o wierze, gdyż uważam - i często to powtarzam - że w gruncie rzeczy jest to pewnego rodzaju religia, oparta na dogmatach i wierze, nie na faktach i dowodach. Ale wróćmy do Adama i Ewy. Jeśli Adam i Ewa są mitem, jeśli nie żyli sobie w raju i nie zerwali owocu, to mamy poważny teologiczny problem związany z tym czym jest śmierć i dlaczego umieramy! Słowo Boże pokazuje nam, że umieramy przez grzech. To grzech jest przyczyną, a śmierć jest skutkiem! Słowo Boże pokazuje nam, że śmierć nie była od zawsze, ale pojawiła się w pewnym momencie dziejów jako skutek naszych fatalnych decyzji! Ewolucjonizm zaś pokazuje nam świat, w którym śmierć była zawsze, ale nie było upadku! Jako chrześcijanin widzę tu rozbieżność, której nie da się zlekceważyć! Nie można powiedzieć: "Nie ma problemu!", nawet jeśli się przyjmie historię o Adamie i Ewie, o ich upadku (nieposłuszeństwie), jako mit, bo sypie się cała teologia! Ale są ludzie, którzy mówią "Nie ma problemu! To można pogodzić, tylko trzeba na ten opis spojrzeć jako na przekaz symboliczny!" Czy oni nie mogą mieć racji?

Nie "kupuję" wyjaśnień ludzi, którzy na siłę próbują "pożenić" wiarę chrześcijańską z wiarą w ewolucję. Dlaczego? Bo oni twierdzą, że upadek dokonał się gdzieś na drodze tej ewolucji od pramałpy do człowieka... Ale jeśli tak, to dlaczego nie żyją wśród nas gromady małopludów, które pojawiły się przed upadkiem? Jeśli Słowo Boże przyjmiemy za prawdę i teorię ewolucji przyjmiemy za prawdę, to znaczy, że te małpoludy MUSZĄ gdzieś żyć, mają po ileś tam milionów lat... Dlaczego? Bo musiały pojawić się w czasach, gdy - zgodnie ze Słowem Bożym - śmierci nie było, bo ludzkość jeszcze nie upadła! Proszę! Pokażcie mi takiego małpoluda - żywego! - a uwierzę, że wiarę chrześcijańską można pogodzić z wiarą w ewolucję! Oczywiście trochę sobie w tym momencie kpię. Nie traktuję tych moich słów jako dowód, więc nie wchodzę też w jakąś bardziej szczegółową analizę, nie idę dalej tym torem myślenia, bo chcę tylko wskazać na problem, jaki napotykamy.

Chodzi o to - pozwolę sobie powtórzyć - że ewolucjonizm pokazuje świat, w którym śmierć była zawsze, a chrześcijańska, biblijna wizja świata pokazuje nam świat, w którym śmierć pojawia się w pewnym momencie dziejów, jako konsekwencja grzechu! Jeśli przyjrzymy się sprawie, to widać aż nadto wyraźnie, że wiara chrześcijańsko-ewolucjonistyczna (jeśli próbować obiue te doktryny połaczyć) to ABSURD! Bo wówczas trzeba uwierzyć, że śmierć była zawsze, nim jeszcze pojawiły się istoty, które uznajemy za naszych protoplastów, a równocześnie że śmierć jest skutkiem grzechu, że pojawiła się na skutek grzechu! Więc skoro śmierć towarzyszy żywym stworzeniom od zawsze, a równocześnie pojawiła się na skutek grzechu, jakiego dopuścili się ludzie, to może ludzie zgrzeszyli zanim zaistniał świat i życie? Tylko takie może być "logiczne" wytłumaczenie, jeśli próbujemy pogodzić te dwa nurty, te dwie wersje wydarzeń - biblijną i ewolucjonistyczną! Sorry, ale jeśli próbujemy być za chrzescijaństwem i za ewolucją równocześnie, to równie dobrze możemy twierdzić: "Wierzę, że Jahwe jest jedynym Bogiem, ale także Światowid jest jedynym bogiem!", lub: "Jestem przekonany, że twierdzenie A jest prawidłowe, ale twierdzenie B jest tak samo prawidłowe jak twierdzenie A, chociaż zawiera tezę zupełnie przeciwną"... Albo było tak, jak znajdujemy to w Biblii, albo było tak, jak twierdzą ewolucjoniści - nie mogło być tak i tak równocześnie! I są tylko dwie drogi tak naprawdę - albo zakwestionuje się ewolucjonizm, albo zakwestionuje się Słowo Boże. Całkiem po prostu: nie można w zyciu i wierze kierować się oboma tymi nurtami wierzeń, gdyż one są ze sobą rozbieżne!

Wrócę na chwilę jeszcze do wspomnianej wypowiedzi Staszka na antenie Religia TV: "Jeśli chodzi o Adama i Ewę biblistyka stoi tutaj na przeszkodzie, żeby mitologizować ten opis, traktować jako pewną legendę, pewną przypowieść. A to dlatego, że jeśli czytamy w języku hebrajskim pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju, to jest to narracja historyczna. Ona nie ma cech poezji, nie ma paralelizmów. (...) Mamy powiązania pomiędzy pierwszymi rozdziałąmi Księgi Rodzaju a resztą Biblii: mamy Pana Jezusa mówiącego o Jainie i Ablu. Więc jeśli Adam i Ewa byli mitem, to może także Kain i Abel? Mamy w Chronologiach Adama, mamy też Noego, mamy te wszystkie pokolenia. W momencie, w którym zaczniemy mitologizować pierwsze rozdziały, to praktycznie nie będzie to już miało końca. I w takim razie może też cuda Jezusa były mitem? Może Jego zmartwychwstanie było mitem? Z Biblii zostają więc tylko okładki!"

Biblia i wiara chrześcijańska przypominają mi taki murek, jaki czasem dzieci budują z drewnianych klocków. Można taki murek zrobić także z cegieł, bez żadnego spoiwa:

 

I taki murek może sobie stać. Ale jeśli tylko weźmiemy jedną, jedyną cegłę gdzieś ze spodu, to cały murek nam się zawali. Każdy element wiary, każdy zapis ze Słowa Bożego, jest jak taka jedna cegła z samego dołu muru! Jeśli ją wyjmiesz, to nagle wali się całość. I dokładnie to mamy w tym przypadku. Jeśli zakwestionujemy pierwsze rozdziały Biblii, to równie dobrze możemy zakwestionować całość, bo cała Biblia, także nauki Jezusa i apostołów, cała teologia chrześcijańska chwieją się i upadają. Starczy, byśmy zakwestionowali dosłowną interpretację kilku pierwszych rozdziałów Biblii, by to, w co (oprócz tego) wierzymy straciło zupełnie sens!

Jeśli uwierzymy w to, co głoszą ewolucjoniści, to logiczną konsekwencją powinno być odrzucenie Biblii. I odwrotnie - jeśli wierzymy Bogu i Biblii, to logiczną konselkwencją jest krytyczne spojrzenie na ewolucję, kwestionowanie ewolucjonizmu, zarówno tego biologicznego, jak i tego, który rozszerza się na dzieje świata w ogóle! Widzę wielu ludzi, którzy nie widzą problemu, nie widzą tego, że są to - wiara chrześcijańska i ewolucjonizm - dwie zupełnie inne drogi, prowadzące w róznych kierunkach. Przeraża mnie to, bo na drodze godzenia jednego z drugim zgubili oni to coś bardzo cennego, co nazywa się LOGIKĄ!

23:40, haereticus , Ogólna
Link Komentarze (3) »
piątek, 30 października 2009
POGAŃSTWO

Wypadałoby coś napisać o Halloween... Ale co? W sumie wszystko już dawno napisałem. Mogę jedynie powtarzać, powtarzać i powtarzać to, co najważniejsze:
- Halloween to pogaństwo, to skomercjalizowany i ukryty pod płaszczykiem "dobrej zabawy" kult demoniczny.
- Jest to święto o charakterze wręcz satanistycznym.
- Halloweenowe gadżety związane są z pradawnymi wierzeniami i zabobonami Celtów.
- Uczestniczenie w tych "zabawach" jest grzechem, jest odwróceniem się od Boga.
- Dla chrześcijanina nie ma miejsca wśród obchodzących Halloween.
- Mam poważne wątpliwości, czy osobę obchodzącą Halloween można uznawać za chrześcijanina.
Ale o tym wszystkim już było tutaj - starczy przeszukać archiwum. Przyznam, że nie znoszę tego pogańskiego święta, które diabeł wsącza w nasze społeczeństwo i nerwy mi szarpią wszelkie jego przejawy.

Halloween to zło, to wpływy demoniczne w tej kwestii zgadzają się ludzie należący do różnych wyznań chrześcijańskich i na pół chrześcijańskich. Z tym ponurym, demonicznym świętem walczą także katolicy, ale oni jedno pogaństwo tępią innymi pogańskimi praktykami - organizując "noce świętych". To złe i to złe, to od szatana pochodzi i to od szatana pochodzi - więc w sumie żadna różnica. Myślę, że my, chrześcijanie, możemy zrobić tylko jedno - wołać do Boga za tych, którzy uczestniczą w tych pogańskich obrzędach.
16:52, haereticus , Ogólna
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 października 2009
SŁOWO BOŻE JEST PRAWDĄ!

Jest taka tendencja, by tylko połowicznie Słowo Boże brać dosłownie. Zwykli to czynić zwłaszcza katolicy, ale podobne myślenie pojawia się też - niestety - w przypadku niektórych protestantów. Nie kwestionuje się wprawdzie, że to Bóg stworzył świat, że był Jezus, że przyszedł by nas zbawić, ale kwestionuje się wiele innych opisów - raj, Adam i Ewa, potop, historia Jonasza... Zauważam taką prawidłowość, że zwykle ludzie kwestionują to, co wydaje się niemożliwe, co wymyka się naszemu zrozumieniu, co dla nas jest zbyt fantastyczne, aby było prawdą. Jakże Bóg mógł stworzyć świat w sześć dni? Nie, nie, nie! To musiały być miliardy lat! Ziemia i życie nie powstały od razu, to niemożliwe! Nie można dosłownie rozumieć tego opisu! Potop? Jaki potop? O ile to nie bajka, to musiała to być co najwyżej jakaś wielka powódź, którą później opisano niesamowicie wyolbrzymiając jej skalę! Woda absolutnie nie mogła zalać całego świata! Noe nie mógł pomieścić wszelkiego rodzaju zwierzą na swej arce! Jonasz? To dopiero bajka! Przecież nie ma i nie było tak wielkiej ryby! Ryba nie mogła połknąć człowieka!

Wszystko to, co wymyka się naszej wiedzy czy naszemu sposobowi patrzenia na świat, ludzie gotowi są odrzucić, wykreślić z Biblii, uznać za mit, opowieść, za coś co należy rozumieć tylko w przenośni, a nie dosłownie. Taki właśnie jest mechanizm odrzucenia części opowieści ze Starego Testamentu. A zmartwychwstanie? Przecież to nie stworzenie świata w sześć dni, nie potop, nie historia Jonasza są najbardziej niesamowitym opisem zawartym w Biblii, ale właśnie śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. To dopiero sprawa niepojęta i wymykająca się naszemu rozumowi! Często zastanawiam się, dlaczego ci, którzy odrzucają wzmiankowane opisy ze Starego Testamentu jako niedosłowne, zbyt fantastyczne, wierzą jednak w to, że Chrystus umarł za nasze grzechy i powstał z martwych? Dlaczego w ogóle wierzą, że Bóg stał się człowiekiem? Przecież jest to znacznie mniej prawdopodobne, po ludzku patrząc, niż wszystkie inne biblijne przekazy razem wzięte. Być może spośród wszystkich informacji zawartych w Biblii tą właśnie przede wszystkim należałoby odrzucić, uznać za nieprawdziwą. Dochodzę do wniosku, że mamy tu do czynienia z brakiem logiki (albo pewnym rodzajem duchowej schizofrenii) i daleko idącą niekonsekwencją ludzi, którzy niby wierzą w Boga i Słowo Boże, ale tak nie do końca, tak połowicznie...

Biblia jest Słowem Bożym. A Słowo Boże jest nieomylne... Jezzus mówi o tym, co głosi Bóg: "słowo twoje jest prawdą" (Ewangelia Jana 17, 17). Jeśli słowo pochodzące od Boga jest prawdą, to prawdą jest wszystko, co zawiera się między pierwszym wersetem Biblii, a ostatnim! Biblii nie można przyjmować wybiórczo - dobierać sobie to, co akurat pasuje i to uznawać za prawdę, a inne opisy i nauki odrzucać. Albo się wierzy Bogu i przyjmuje Słowo Boże w 100% - takie, jakim jest, albo się co najwyżej wierzy w Boga... Ale cóż to za "wiara w Boga", skoro się nie dowierza Jego słowu?

13:30, haereticus , Ogólna
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 października 2009
W OGRODZIE EDEN

"A gdy usłyszeli szelest Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie w powiewie dziennym, skrył się Adam z żoną swoją przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu" (Pierwsza Księga Mojżeszowa 3, 8)

Bóg przechadzał się z pewnością często po ogrodzie. Nieraz zapewne Adam i Ewa chodzili wraz z Nim, rozmawiali. Bóg jest przecież w gruncie rzeczy bardzo towarzyski i chętnie rozmawia z ludźmi. Nasze przychodzenie do Niego sprawia Mu przyjemność. Tak jest dzisiaj, i tak było też kiedyś. Różnica polega na tym, że Adam i Ewa mogli być bliżej Boga, doświadczać Go bardziej bezpośrednio. Bóg niewątpliwie w sposób bardziej oczywisty manifestował swoją obecność. W tym wypadku mogli Go usłyszeć. Możliwe, że zamanifestował się po porostu w powiewie - tak, jak przeżył to także Eliasz (opis znajdujemy w 19 rozdziale Pierwszej Księgi Królewskiej). Ale niektórzy teolodzy idą w nieco innym kierunku odczytując ten fragment. Osobiście niedawno spotkałem się z radykalnie dosłownym rozumieniem słów mówiących o przechadzaniu się. Zdaniem niektórych wskazuje to na to, że po ogrodzie Eden przechadzał się z Adamem konkretnie... Jezus Chrystus - a więc ten, który uczynił świat. Zdaniem mówcy mógł On przechadzać się po orodzie cieleśnie - w tym samym ciele, które miał i później, gdy przyszedł by zbawiać świat - a więc Adam i Ewa mogli obcować z Nim bardzo bezpośrednio.

To prawda, że teza ta jest bardzo odważna i osobiście miałbym tu pewne wątpliwości. Jest to jednak myśl na tyle ciekawa, że chciałem sią nią dziś podzielić. Owszem, mogło być i tak. Z pewnością nie byłoby to niemożliwe dla Boga i nawet może byłby w tym jakiś cel... Jak to było, wie tylko Bóg. My wiemy tyle, ile Bóg uznał za konieczne nam objawić. Wiemy na pewno to, co jest konieczne - że był Adam i Ewa, że żyli w Edenie - Raju, że byli w 100% ludźmi takimi jak my, że dopuścili się nieposłuszeństwa, zgrzeszyli, że zostali wygnani, że nastąpił upadek ludzkości... Wiem też i to, że Jezus przyszedł odbudować to, co zostało zniszczone przez nasz grzech - zbawić nas - i że ci, którzy idą za Nim będą kiedyś żyć wiecznie i będą mieli taką samą swobodę obcowania z Bogiem i przechadzania się z Nim po nowym ogrodzie, na nowej ziemi, jaką mieli nasi "prarodzice" przed eksmisją z Edenu. I tego się trzymajmy!

23:25, haereticus , Ogólna
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 października 2009
CZY CHRYSTUS UMARŁ BEZ POWODU?

"Lecz nie tak jak z upadkiem ma się sprawa z łaską; albowiem jeśli przez upadek jednego człowieka umarło wielu, to daleko obfitsza okazała się dla wielu łaska Boża i dar przez łaskę jednego człowieka, Jezusa Chrystusa." (List do Rzymian 5, 15)

Wielu ludzi, którzy uważają siebie za wierzących uwierzyło w twierdzenia ewolucjonistów i są przekonani, że choć to Bóg stworzył świat, to jednak nie dokonało się to tak, jak to nam podaje Słowo Boże. On wierzą, że Bóg stworzył świat, ale że posłużył się do tego ewolucją, a zapis biblijny jest tylko historią mającą nam coś pokazać, czegoś nauczyć. A więc nie odbyło się to w sześć dni. Nie było też Adama, ani Ewy. Nie biegali sobie oni na golasa po ogrodzie Eden. Nie było też i tego drzewa, z którego Bóg zabronił im zrywać owoce i spożywać je. A więc nie było także szatana pod postacią węża i kuszenia. Tym samym Ewa nie zerwała owocu i nie dała też skosztować go Adamowi. Biblia pokazuje nam to jako upadek ludzkości i od tego zaczęło się grzeszne życie. No, ale przecież "to się nigdy nie stało" - mówi wielu, głównie katolicy, którzy równocześnie z wiarą w ewolucję wierzą... w "grzech pierworodny". Ich Kościół przyjmuje ewolucję, a równocześnie głosi o "grzechu pierworodnym", będącym skutkiem tego, co... uczyniła Ewa, której istnienie ewolucjonizm wyklucza! Czujecie to?

Ale wróćmy do tematu - jeśli przyjmie się ewolucjonistyczne spojrzenie na świat, to trzeba uznać, że Biblia podaje nam mity o początku świata, a więc żaden upadek się nie dokonał. Jednak pojawia się poważny teologiczny problem, którego wierzącyc w Chrystusa zwolennicy ewolucjonizmu zdają się nie dostrzegać. jeśli nie było upadku, to odkupienie nas nie byłoby konieczne! Jeśli nie było Ewy i Adama, jeśli Biblia nie mówi nam prawdy o początku świata i ludzkości, to Jezus Chrystus wcale nie musiał cierpieć za nasze grzechy, iść za nas na krzyż, abyśmy my byli zbawieni. A jeśli poszedł, to albo trzeba Go uznać za szaleńca, którym nie był, albo trzeba się naprawdę poważnie zastanowić, bo jeśli poszedł dla nas na krzyż to musiał mieć powód - a powodem tego była nasza grzeszność, nasz upadek! Zrozumcie to - jeśli wykreślimy Adama i Ewę,m cały ten biblijny opis, to ofiara złożona przez Chrystusa nie ma sensu i w ogóle wiara nie ma sensu! Jeśli to uznamy za mit, za przenośnię, to uderza co w całą Biblię i w istotę wiary chrześcijańskiej!

Prawda jest taka, że wiara chrześcijańska i ateistyczny ewolucjonizm to dwa zupełnie inne bieguny - na jednym religia ewolucjonistyczna (tak! Ewolucjonizm ma pewne cechy religii!), na drugim zaś Biblia i wiara chrześcijańska. Uważam, że nie można być chrześcijaninem, człowiekiem w pełni wierzącym i ufać darwinowi i innym ewolucjonistom. Nadziwić się nie mogę ideologicznym akrobacjom, które robią katoliccy i niektórzy protestnccy teolodzy, by pogodzić te dwa - jakże odległe - systemy wierzeń i tłumaczyć Biblię tak, by pasowała do ideologii ewolucjonizmu. Dziwię się, że owi nauczyciele, którzy głoszą tak pokrętną naukę (nazywajmy rzeczy po imieniu) nie widzą poważnych teologicznych konsekwencji twierdzenia, że ewolucja jest faktem! Dziwię się też, że nie widzą tego także ludzie, którzy ich słuchają. A są jeszcze inne problemy związane z uznaniem ewolucji za "fakt". O innym ciekawym teologicznym problemie postaram się wkrótce napisać... 

Dziś zakończę taką myślą: Jeśli ewolucję uznać za fakt, to cierpienie i śmierć Chrystusa nie miała sensu, gdyż nie miała dla nas żadnego znaczenia! Jeśli ewolucja jest "faktem", to nie potrzebujemy zadnego odkupienia, gdyż nie bylo grzechu! Jeśli za prawdę przyjmujemy to, co nam mówią ewolucjoniści to po co czcimy Jezusa jako Zbawiciela? Po co chodzimy do Kościoła? Za co wielbimy Chrystusa? Za to, że jak frajer dał się bez sensu ukrzyżować? NIE! za to, że nas odkupił! Za to, że uwolnił nas z bagna, w które wdepnęli Adam i Ewa! Ja wierzę w to, że Chrystus jest Bogiem i wierzę w to, że umarł za nas na krzyżu dla naszego zbawienia. Ja wierzę, że to było konieczne i że ma sens. I to mnie przekonuje, że pierwsze rozdziały Biblii mówią prawdę - jeśli one by miały być mitem lub przenośnią, jeśli prawda miałaby być zawarta w teorii ewolucji, to równie dobrze całą Biblię można wyrzucić na śmietnik!

23:51, haereticus , Ogólna
Link Komentarze (21) »
poniedziałek, 19 października 2009
KREACJONIZM I JEGO WROGOWIE

Od kilku lat jestem zdeklarowanym kreacjonistą. Opowiadam się za tym, że Bóg stworzył świat, że uczynił to w sześć dni i nie miliardy, czy nawet miliony lat temu, ale 6 - 10 tysięcy lat wstecz. Nie stałem się kreacjonistą na skutek "fanatyzmu religijnego", jak niektórzy oskarżają. Tak naprawdę wówczas, gdy przekonano mnie do kreacjonizmu jeszcze nie podjąłem decyzji pójścia za Jezusem, a Biblia wcale nie była moim fundamentem, choć oczywiście wierzyłem w Boga i żywo interesowałem się sprawami związanymi z wiarą. Ale tak samo jak jajka nie można nazwać kurczakiem, tak i wówczas nie można mnie było określić jako biblijnie wierzącego chrześcijanina - ten chrześcijanin miał się dopiero wykluć. Byłem takim "jajkiem", na pierwszym etapie duchowego życia. Nigdy mi nie wpajano fundamentalnych prawd chrześcijańskich, nigdy nie mówiono, że muszę wierzyć Biblii, nie poddawano mnie formacji, która - jak twierdzą zajadli przeciwnicy naukowego kreacjonizmu - ogłupia i robi z ludzi fanatyków. Jak więc to się stało? Przyjechał do nas naukowiec z Wielkiej Brytanii - Paul Garner - który przedstawił efekty badań naukowych. On mówił mało o Biblii - wszystko opierał na nauce i przedstawiał naprawdę świetną dokumentację. Nie atakował też ewolucjonizmu - obrońcy tegoż trwierdzą jakoby na tym koncentrowali się kreacjoniści, co jest wierutną bzdurą - ale wskazywał na wątpliwości i błędy, stosując zasady naukowej krytyki. Przede wszystkim jednak przedstawił alternatywną wersję dziejów ziemi, wskazując równocześnie na czysto naukowe przesłanki przemawiające za tym, że ta alternatywna wersja jest zgodna z prawdą, lub najbardziej do niej zbliżona. Jest on kreacjonistą młodoziemskim. I to siła argumentów jak najbardziej naukowych przekonała mnie, że to kreacjoniści mają rację i że dzieje świata przebiegały tak, jak to opisano w Biblii. Dałem się przekonać nie zapewnieniom fundamentalistycznych kaznodziejów, ale właśnie naukowcowi, który dostarczył mi bardzo mocnych argumentów i przekonujące dowody.

Ewolucyjni ortodoksi dostają szału już z tego powodu, że ktoś kreacjonistów nazywa "naukowcami", a kreacjonizm "nauką", "naukowym". Podnoszą wrzask, że jakim prawem, że to bezpodstawne, że to nie nauka, a ci którzy się tym parają są pseudonaukowcami, ignorantami, oszustami, głupimi fanatykami religijnymi... Takich oto "rzeczowych argumentów" używa się w "polemice" z kreacjonizmem. Ostatnio na pewnym forum internetowym przeczytałem, że kreacjonizm jest nie tylko pseudonaukowy, ale też... pseudoreligijny i że nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem, że jesteśmy oszołomami, że posługujemy się kłamstwami i manipulacją (choć to ewolucjonistom dowiedziono niejednego kłamstwa i manipulaci!) i że w odróżnieniu od ewolucjonistów nie dysponujemy... elitami intelektualnymi.

Dla mnie bardzo ciekawe są szczególnie dwa zarzuty z tych, które właśnie wymieniłem. Pierwszy to "pseudochrześcijańskość"  kreacjonizmu. Przyjmijmy na chwilę, że rzeczywiście kreacjonizm jest "pseudochrześcijański" i nie ma nic wspólnego z prawdziwą wiarą. Ale tu jest pewien problem. Mianowicie taki, że kreacjonizm opiera się bardzo ściśle na Biblii i na tym, co w Biblii znajdujemy. A jeśli tak, jeśli to co "pseudochrześcijański" kreacjonizm głosi można znaleźć w Biblii to logiczne by było uznać, że i Biblia jest "pseudochrześcijańska". Kreacjonizm jaki my przyjmujemy jest do głębi chrześcijański, choć równocześnie trzeba od razu zaznaczyć, że jest też wielu kreacjonistów niechrześcijańskich, którzy wcale nie opierają się na Biblii. Katolik, który podzielił się swą "mądrością" popełnił więc poważny błąd logiczny!

Drugi ciekawy zarzut to ten, że brak nam "elit intelektualnych". To oczywiście "wyjaśnia" dlaczego spotykam kreacjonistów - i to młodoziemskich! - mających tytuły akademickie: doktor, profesor, zatrudnionych na uniwersytetach, należących do poważnych organizacji naukowych, uczestniczących w ważnych badaniach, mających autorytet naukowy, będących znakomitymi i cenionymi specjalistami. I oni to właśnie są "kręgosłupem" ruchu kreacjonistycznego. Nie jesteśmy "ciemnym motłochem", który opiera się na niewiedzy i religijnym fundamentalizmie, jak próbują nas przedstawiać fanatyczni ewolucjoniści. Setki, jeśli nie tysiące naukowców na świecie otwarcie przyznaje się do kreacjonizmu, opowiadając się przeciw teorii ewolucji.  Nikt nie wie tak naprawdę ilu jest takich, którzy się identyfikują z tym prądem naukowym mniej otwarcie, ani ilu sympatyzuje z nim po cichu, a głośno boi się do tego przyznać, by fanatycy ewolucjonistycznie nie zniszcyli ich, nie złamali ich naukowej kariery (tak bowiem się zdarza!). Cytuję z książki Carla Wielenda "Kamienie i kości": "Według ostrozbych szacunków tylko w Stanach Zjednoczonych znajduje się ponad 10 tys. naukowców (większość z nich nie jest oficjalnie powiązana z organizacjami kreacjonistycznymi), którzy wierzą w biblijne stworzenie. W 1993 roku w Korei Południowej w skłąd Strowarzyszenia Badań Kreacjonistycznych wchodziło ponad tysiąc naukowców, z przewagą osób posiadających stopnie naukowe, a wśród nich znajdowało się stu profesorów iniwersyetckich. Niedawno zostało utworzone Moskiewskie Towarzystwo Nauki o Stworzeniu, które liczyło dziesięciu członków. Rok później liczba ta wzrosła do stu dwudziestu - wszyscy z wyższymi stopniami naukowymi. Większość profesorów uniwersytetów ma na swoim koncie jeden doktorat. Czasem wśród członków ruchu kreacjonistycznego są ludzie mający ich więcej w swoim dorobku (tak jak nieżyjący już profesor A.E. Wilder - Smith - posiadacz trzech doktoratów." A więc zarzut że brak nam elit intelektialnych jest łgarstwem - co wykazałem i tu i na tamtym forum, gdzie to oszczerstwo padło. Jaka była odpowiedź? Taka, jakiej należało się spodziewać po ewolucjoniustach: "Owszem, tylko że ta "elita" w najlepszym wypadku zwyczajnie ŁŻE. To że ktoś ma "dr" przed nazwiskiem jeszcze nie robi z niego kompetentnego naukowca. (...) naukowcy-kreacjoniści wyginęli jeszcze w XIX wieku i od tamtego czasu nikt w nauce poważnie kreacjonizmu nie traktuje. Pozostali tylko zwyczajni kłamcy, żerujący na naiwności i ignorancji swoich zwolenników." Oczywiście, skoro łatwo udowodnić, że mamy elity, to obraża się naukowców i nazywa łgarzamni! Tak oto postępują ewolucjoniści, by udowodnić swe "racje"! Osoba ta posuneła sie nawet do użycia względem mnie określenia obraźliwego. Rzekłbym: NORMALKA! Tak włąśnie sa traktowani zwolennicy naukowego kreacjonizmu!

*****

Może z trochę innej beczki. W miniony piątek w Poznaniu odbył się wykład dr Geoffa Bernarda z Uniwersytetu w Cambridge. Tak! DOKTORA, naukowca z UNIWERYTETU W CAMBRIDGE, a równocześnie zdeklarowanego KREACJONISTY! W trakcie wykładu przedstawił on interesujący wywiad z Richardem Dawkinsem, "papieżem" ateistów i ewolucjonistów dla którego Bóg jest wrogiem. Dla zwolenników ewolucji jest on autorytetem o wielkim intelekcie i przykładem "racjonalnie myślącego człowieka", który nie wierzy w "zabobony", jakoby istniał "jakiś" Bóg. Cóż mówi ów wielki autorytet zwolenników ewolucji? Stwierdza, że "nie wiemy" jak powstało życie... Tak, to prawda - ewolucjoniści (!) nie wiedzą jak do tego doszło, nie potrafią tego wyjaśnić - ich teoria nie sięga tak głęboko. Dawkins przyznaje także, że w komórkach organizmów żywych jest "podpis stwórcy", że sprawiają one wrażenie inteligentnego projektu... Tak! dawkins nie neguje teorii inteligentnego projektu! Kim by mial być nasz stwórca, skoro - według niego - na 99% pewności żadnego Boga nie ma? Ano mogliby to być jego zdaniem... kosmici! Konkretnie przedstawiciele jakiejś wysoko rozwiniętej cywilizacji, bardzo nas przewyższającej. Ale mamy problem! Skąd się wzięła ta kosmiczna cywilizacja? Dawins uważa, że musiała... wyewoluować i to w taki sposób, jak to opisał Karol Darwin. No, ale jej dzieje też jakoś musiały się rozpocząć. Posługując się "logiką dawkinsowską" załóżmy, że za powstaniem tej cywilizacji stoi jeszcze inna cywilizacja, z jeszcze głębszego kosmosu i jeszcze bardziej zaawansowana. Ale ona skądś się musiała wziąć, przez kogoś ci kosmici musieli zostać stworzeni! Z pewnością przez jeszcze starszą i doskonalszą cywilizację kosmiczną! Ale przecież... Czy widzicie absurdalność wniosków, do jakich dochodzi Dawkins?

Próba wykreślenia Boga z dziejów świata i zaprzeczanie temu, że on stworzył wszystko, co nas otacza, sprawia że... tracimy kontakt z rzeczywistością, zaczynamy fiksować i snuć fantazje o cywilizacjach pozaziemskich lub czym innym! Jeśli wykreślimy Boga i zaprzeczymy temu, że On stworzył świat, to nigdy nie będziemy w stanie logicznie wyjaśnić początków istnienia wszystkiego! Nic nie bierze się z niczego (naukowo udowodniono!), żadne prawa też nie powstają same... jeśli podejdziemy do sprawy czysto logicznie i tak spojrzymy na świat i jego dzieje, i drogą logiczną zaczniemy śledzić jak było naprawdę, to - jeśli w naszych dociekaniach jesteśmy uczciwi - dojdziemy w końcu do logicznego wniosku: JEST BÓG! No ale od tego Dawkins i ewolucjoniści uciekają!

*****

W niedzielę usiadłem w fotelu i "przypadkowo" włączyłem program Religia TV. Akurat trwał program publicystyczny "Między sklepami", do którego często zapraszani są ciekawi goście. Patrzę kto tym razem? Okazało się, że... brat Staszek z Kościoła w Gdańsku, jeden z organizatorów trwającej właśnie konferencji kreacjonistycznej! Była mowa o kreacjonizmie. Oprócz niego do udziału w rozmowie zaproszono pewnego strasznie naburmuszonego geologa - ewolucjonistę i katolickiego księdza. Staszek był "w swoim żywiole". Oczywiście w krótkim wystąpieniu nie sposób przedstawić osiągnięć naukowych kreacjonistów,l wyników prac i wniosków, ale Staszek był naprawdę ŚWIETNY! Natomiast ewolucjonista nic nie wniósł do tej dyskusji, nie powiedział nic ciekawego, nie przedstawił żadnych konkretnych argumentów! Jego udział ograniczył się w zasadzie do kilkukrotnego powtórzenia "złotej myśli", że ewolucjoniści nie prowadzą dialogu, naukowej dysputy, z kreacjonistami i nie mogą tego czynić, gdyż "świat nauki" nie może "zniżać się" do dyskusji z "wyzanwcami mitów". Oczekiwałem, że skoro w studiu pojawił się ewolucjonista, to przedstawi coś ciekawego, sypnie jakimiś mocnymi argumentami, a tu... NIC! W dodatku występując przed kamerami Religia TV, zwracając się do ludzi przed telewizorami, którzy w większości są ludźmi wierzącymi, on nazywa to, co jest w wierze tak istotne - że jest Bóg, że Biblia mówi nam o tym, że Bóg stworzył świat, itd. - "mitami"! Ewolucjoniści tym samym rozegrali naprawdę "wspaniały mecz", dający się porównać tylko z ostatnim meczem naszej reprezentacji narodowej (Polska - Słowacja), w którym niejaki pan Gancarczyk, obrońca, kopnął piłkę wprost do... własnej bramki!

Myślę, że określiwszy Boga i fakt, że On stworzył świat mianem "mitów" uderzył na tyle silnie, że przynajmniej część spośród oglądających ten program być może zaczęła myśleć i otrzeźwiawszy dojrzała wreszcie, że ewolucjonizm jest przesiąknięty wrogością wobec Boga, Biblii i chrześcijaństwa. Myślę, że tym jakże "znakomitym" zagraniem mógł nam - opowiadającym się za naukowym kreacjonizmem - przysporzyć kolejnych zwolenników. Nie mówiąc już o tym, że sam sposób, w jaki odnosił się do naukowych konkuretntów (pogarda) połączony z całkowitym brakiem sensownych argumentów też może dawać do myślenia. Choćbym do teraz nie był zwolennikiem naukowego kreacjonizmu, to widząc tak "wspaniałą obronę" ewolucjonizmu, popartą tak "niezbitymi dowodami" i "wspaniałymi argumentami", jakie przedstawił ów ewolucjonista, doszedłbym chyba do wniosku, że ewolucjonizm to bardzo słaba doktryna pseudonaukowa, w gruncie rzeczy oparta na wymysłach i narzucanej ludziom ślepej wierze.

*****

Ewolucjoniści zapytani o powstanie życia reozkładają bezradnie ręce i mówią "Tego nikt nie wie!" My - chrześcijanie i żydzi - wiemy to jednak dobrze:

"Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami. Wtedy Bóg rzekł: I stała się światłość. Bóg widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją od ciemności. I nazwał Bóg światłość dniem, a ciemność nazwał nocą. I tak upłynął wieczór i poranek - dzień pierwszy. A potem Bóg rzekł:  Uczyniwszy to sklepienie, Bóg oddzielił wody pod sklepieniem od wód ponad sklepieniem; a gdy tak się stało, Bóg nazwał to sklepienie niebem. I tak upłynął wieczór i poranek - dzień drugi. A potem Bóg rzekł: A gdy tak się stało, Bóg nazwał tę suchą powierzchnię ziemią, a zbiorowisko wód nazwał morzem. Bóg widząc, że były dobre, rzekł: . I stało się tak. Ziemia wydała rośliny zielone: trawę dającą nasienie według swego gatunku i drzewa rodzące owoce, w których było nasienie według ich gatunków. A Bóg widział, że były dobre. I tak upłynął wieczór i poranek - dzień trzeci. A potem Bóg rzekł: . I stało się tak. Bóg uczynił dwa duże ciała jaśniejące: większe, aby rządziło dniem, i mniejsze, aby rządziło nocą, oraz gwiazdy. I umieścił je Bóg na sklepieniu nieba, aby świeciły nad ziemią; aby rządziły dniem i nocą i oddzielały światłość od ciemności. A widział Bóg, że były dobre. I tak upłynął wieczór i poranek - dzień czwarty. Potem Bóg rzekł:  Tak stworzył Bóg wielkie potwory morskie i wszelkiego rodzaju pływające istoty żywe, którymi zaroiły się wody, oraz wszelkie ptactwo skrzydlate różnego rodzaju. (...) I tak upłynął wieczór i poranek - dzień piąty. Potem Bóg rzekł: I stało się tak. Bóg uczynił różne rodzaje dzikich zwierząt, bydła i wszelkich zwierząt pełzających po ziemi. I widział Bóg, że były dobre. A wreszcie rzekł Bóg:  Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę. (...) A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre. I tak upłynął wieczór i poranek - dzień szósty." (Pierwsza Księga Mojżeszowa, rozdział 1 - tłum. Biblia Tysiąclecia)

Jako chrześcijanin w pełni ufam Słowu Bożemu, które jest PRAWDĄ. Wierzę, że jeśli jest PRAWDĄ, to jest PRAWDĄ od poczatku do końca - od pierwszego słowa aż do kropki po ostatnim. Ponieważ jestem chrześcijaninem przyjmuję do wiadomości ten opis jako ABSOLUTNIE PRAWDZIWY. Tym bardziej, że dostarczono mi także dostatecznej ilości poważnych argumentów i mocnych dowodów przemawiających za jego całkowitą zgodnością z rzeczywistością. I nie kupuję "wyjaśnień ludzi, którzy na przedstawiane przez kreacjonistów KONKRETY reagują wzruszeniem ramion, kpinami i wzgardą i którzy nie mają odwagi stawić im czoła w naukowej dyspucie.

23:19, haereticus , Ogólna
Link Komentarze (11) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 90