Założyłem tego bloga, by dzielić się z użytkownikami Internetu swoimi przemyśleniami na temat chrześcijaństwa, Biblii, naszych relacji z Bogiem. Jestem chrześcijaninem. Już dawno jednak przestałem być w swym sercu katolikiem, zbliżyłem się do chrześcijaństwa ewangelicznego. Stąd mój krytyczny niekiedy stosunek do Kościoła rzymsko - katolickiego. W swych przemyśleniach chcę wyrazić siebie, swoją wiarę i poglądy - nikogo nie chcę obrażać. Odwiedzających zapraszam do komentowania, dyskusji, głosowania w ankietach, i wpisywania się do Księgi Gości - link do niej znajduje się daleko w dół, pod linkami do dobrych i ciekawych stron! I - co oczywista - zapraszam: ODWIEDZAJCIE MNIE CZĘSTO! UWAGA! Kopiowanie i upowszechnianie materiałów zawartych na tym blogu - całości lub obszerniejszych fragmentów - WYMAGA ZGODY AUTORA!
| < Luty 2010 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
O autorze
Zakładki:
A tu inne moje blogi:
Adwentyści (KADS)
Antysemityzm
Baptyści
Biblioteki Chrześcijańskie
Blogi chrześcijańskie
Blogi "krewnych i znajomych królika" ;-)
Blogi niezwykłe
Ciekawe postacie
Czasopisma on-line
Dobra muzyka
Dobra muzyka - egzotyczne
Dobra muzyka - festiwale
Dobra muzyka - sklepy on-line
Dobra muzyka - śpiewniki on-line
Dobra muzyka - ulubieni artyści
Dobre książki on-line
Dramy i teatry
Ekumeniczne
Ewangelizacja
Filmy do ściągnięcia
Fora chrześcijańskie
Kliparty, obrazy i grafiki chrześcijańskie
Komiksy chrześcijańskie
Kościół Boży w Chrystusie
Kościół Chrześcijan Wiary Ewangelicznej
Kościół Wolnych Chrześcijan
Kreacjonizm / ID
Księgarnie on-line
Kultura chrześcijańska
Misyjne
Młodzieżowe
Multimedia ;-)
Niezależne zbory
Ogólnochrześcijańskie
Organizacje charytatywne
Organizacje ekumeniczne
Radia on-line
Sekty! O zagrożeniach...
Serwisy chrześcijańskie
Stowarzyszenia
Strony biblijne
Strony moich braci i przyjaciół
Światowy Dzień Modlitwy
"Targowisko różności"
Wspólnota Kościołów Chrystusowych
Zagrożenia
Zbory ponaddenominacyjne
Zielonoświątkowcy
Żydzi Mesjańscy
wiecznosc_STOP

zobacz księgę gości

dopisz się do księgi



Czy uważasz, że:
ekumenizm powinien oznaczać jednoczenie się z katolicyzmem
ekumenizm powinien być jednaniem się chrześcijan, ale nie powrotem wszystkich do katolicyzmu
ekumenizm jest dziełem diabła


piątek, 05 lutego 2010
ZNIECHĘCENIE

Jestem już zmęczony. Mam naprawdę serdecznie dosyć i pewne rzeczy są nie na moje nerwy. W ciągu minionych miesięcy wycierpiałem się zbyt wiele. Przywykłem, że atakują mnie ateiści i katolicy, ale to, co dzieje się ostatnio już mnie przerasta. Chodzi o bezpodstawne oskarżenia pod moim adresem od pewnej anonimowej członkini pewnego zboru w Cz., która najpierw wtwołąła spór tutaj na blogu z powodu pół zdania krytyki (!) pod adresem jej pastora, a obecnie robi aferę pisząc donosy do administarcji Bloxa i... strasząc policją. rzekomo "bezprawnie" wykorzystałem zdjęcia, jakie ja sam zrobiłem podczas ich publicznej uroczystości - gdzie zostałem zaproszony z zaznaczeniem, że mam wziąć aparat. Co ciekawe osoby tej nie ma na zdjęciach, ani nie ma prawa ona występować w imieniu swej społeczności. W dodatku czyni to anonimowo - nie ma odwagi posłużyć się swym imieniem i nazwiskiem!

Nie pierwszy raz spotykam się z gorszącym zachowaniem, ale to, co dzieje się obecnie przepełnia "czarę goryczy" - tym bardziej, że temu zborowi byłem życzliwy i że pozwoliłem, by każdy dowolnie kopiował sobie zdjęcia mojego autorstwa na prywatny użytek. za tą życzliwość teraz mnie spotyka coś naprawdę złego. na tyle złego, że

rozważam likwidację bloga

Gdy go zakładałem liczyłem się z tym, że będzie sprzeciw, że komuś się nie spodoba. Jednak fakt, że ewangelizacja i pokazywanie życia Kościoła, by dać świadectwo innym nie podoba się komuś, kto uważa się za chrześcijanina, jest naprawdę dołujące. Ja chciałem tylko mówić o Chrystusie i pokazywać Kościół Chrystusowy, ale ogrom zła powoli zaczyna mnie przytłaczać. Być może nadszedł czas, by się pożegnać?
17:56, haereticus , Ogólna
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 01 lutego 2010
KOCHAĆ BARDZIEJ

I znów trafiłem na bardzo ciekawy "demotywator":

Tak naprawdę on bardzo motywuje - do myślenia. Zwłaszcza nas, wierzących, powinien motywować do myślenia. Chrystus kazał nam kochać ludzi. Ale jest sporo takich ludzi, którzy wzbudzają w nas niechęć lub wręcz obrzydzenie. I mijamy ich z odrazą. Dbamy o to, by mieć z nimi jak najmniej wspólnego. Czasem może widzimy coś takiego idc do naszego fantastycznego kościoła. I może drażni nas to, że staliśmy się świadkiem czegoś tak odrażającego. może staramy się o tym jak najszybciej zapomnieć, zanurzając się w błogostanie naszej sterylnie czystej modlitwy. Równie przerażajace jak odraza i uciekanie jest niezdrowe zainteresowanie i szyderstwa. Czasem bezliośnie nabijamy się z takich ludzi... czasem czynią to też ludzie, krórzy uważają się za "wierzących", za "chrześcijan".

Tak, to prawda - takiego człowieka czasem trudno kochać i trzeba się przełamć, aby się nad nim pochylić. Ale co uczyniłby Jezus? Czy zdjesz sobie sprawę z tego, że Jezus ukochał KAŻDEGO człowieka? Że ukochał nas tak mocno, że poszedł za nas na krzyż? Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że On kocha także tego pijaka, tego narkomana, tą prostytutkę, tego bedzomnego? Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że On kocha także tych, których Ty może wolałbyś nie oglądać? On kocha także tych, do których Ty być może czujesz odrazę! Niektórzy chrześcijanie kochają swe "sterylne chrześcijaństwo" i wcale nie mają ochoty się brudzić. Ale świdkami Chrystusa są tak naprawdę ci, których serce wypełnia miłość Chrystusowa a nie obrzydzenie. Świadkami Chrystusa są ci, których nie zniechęca stan danego człowieka, jego wygląd lub zapach. Świadkami Chrystusa są ci, którzy w najgorszym pijaku czy narkomanie, w najbardziej śmierdzącym i odpychającym bezdomnym, w najbardziej utytłanej w brudach (fizycznych lub / i duchowych) osobie widzą CZŁOWIEKA i którzy wyciągają do niego rękę, mówiąc: "Ja chcę ci pomóc!"

To prawda, że najwięcej miłości potrzebują ci, których najtrudniej kochać. Ale w chrześcijańskich sercach powinno być tej miłości dosyć na to, by także ich kochać, a może nawet szczególnie ich kochać... Kochać, służyć im i zachęcać do zmiany życia. Kochać i mówić im o Chrystusie i zbawieniu. Kochać, podnosić ich i dawać im nadzieję.

"Zaprawdę powiadam wam, cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych moich brci, mnie uczyniliście" - mówi Pan (Ewangelia Mateusza 25, 40). Nie tylko winniśmy miłować ludzi MIMO WSZYSTKO, ale też służyć im pomocą MIMO WSZYSTKO. Tak... To jest trudne!

05:25, haereticus , Ogólna
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 31 stycznia 2010
BOGACTWO, WŁADZA, PYCHA...

"Pieniądz rządzi światem" - tak się mówi. To oczywiście w rzeczywistości nie jest prawda, gdyż Panbem jest Bóg i to w Jego ręku jest pełnia władzy. Jednak z drugiej strony stwierdzenie to jest bardzo prawdziwe. Bo choć Bóg jest władcą, to władzę doczesną pochwycili ci, którzy mają bogacrwa. Wskażcie choćby jednego biednego, który byłby u władzy, lub choćby jedno ubogie państwo z którym liczyłby się ten świat! Nie ma takiego! Władza  jest tam, gdzie są pieniądze. I nikogo nie dziwi też fakt, że ci, którzy mają pieniądze i władzę postępują jak panowie tego świata, jakby świat do nich należał, depcząc i wykorzystując, i z pogardą odnosząc się do tych, którzy władzy i pieniędzy nie mają. Przepaść pomiędzy biednymi i bogatymi tak naprawdę wciąż się pogłębia. Mamona daje pozycję i możliwości, ale jakże często przynosi owoce w postaci pychy i arogancji!

"Nie przepraszaj! Tylko biedni przepraszają! Gdy jest się bogatym, trzeba być niemiłym!" Są to słowa, które padają w pewnym momencie z ust Don Salluste de Bazan - głównego bohatera kultowej francuskiej komedii kostiumowej z 1971 roku pt. "Mania wielkości" (w tej roli wystąpił niezapomniany Louis de Funes) - gdy uczył swojego sługę, Blaza (w tej roli Yves Montand) jak ma udawać przed lydźmi jego bratanka, bogatego szlachcica. Śmieszne? I owszem. Ale jakże prawdziwe w wielu wypadkach! Wielu z tych, którzy są bogaci, lub po prostu mają więcej, zdaje się żyć według tej właśnie reguły. I z pogardą patrzą na człowieka, który nie ma tego, co mają oni, którego nie stać na to, co najlepsze, który nie może sobie pozwolić na szastanie pieniędzmi... Jakże często spotykamy się z przejawami pychy i pogardy u tych, którzy mogą sobie pozwolić na więcej! Patrzą na innych z wyższością, lpiną i - pozwolę sobie powtórzyć - zachowują się tak, jakby cały świat do nich należał. Wartość człowieka - niestety - często szacują na podstawie jego pieniędzy, możliwości i wpływów. I tylko z takim się liczą, który to ma.

Pan Jezus mówi do takich ludzi: "... mówisz: Bogaty jestem i wzbogaciłęm się, i niczego nie potrzebuję, a nie wiesz, żeś pożałowania godzien nędzarz i biedak, ślepy i goły..." (Apokalipsa 3, 17).

Jakże łatwo, mając wiele dóbr materialnych, popaść w pychę! A to oznacza utratę najcenniejszego skarbu. Im bardziej ktoś się unosi pychą, tym mniej jest człowiekiem, tym mniej w nim człowieczeństwa. Gdy skupiamy się na stanie posiadania - własnego lub cudzego, oceniając innych ludzi - to nie tylko oddalamy się od innych ludzi, tworząc między nami a nimi przepaść, barierę poziomu zamożności, ale - jak uważam - oddalamy się także od Boga. Im większe znaczenie przywiązujemy do tego, co mamy na ziemi, tym mniej gromadzimy sobie skarbów w niebie, a raczej nie gromadzimy go wcale (por. Ewangelia Mateusza 6, 19 - 21 oraz Ewangelia Łukasza 12, 33 - 34). Gdy miłujemy mamonę i możliwości, które ona nam daje, tracimy to, co najcenniejsze - łaskę Pana i nie mamy zbawienia.

Tych, którzy tak żyją - którzy mają wszystko, są dumni, wyniośli i z pogardą patrzą na innych - Pan wzywa do upamiętania: "...radzę ci, abyś nabył u mnie złota w ogniu wypróbowanego, abyś się wzbogacił i abyś przyodział szaty białe, aby nie wystąpiła na jaw haniebna nagość twoja, oraz maści, by nią namaścić oczy twoje, abyś przejrzał" (Apokalipsa 3, 18). Złoto "wypróbowane w ogniu" to złoto oczyszczone, najczystsze, najcenniejsze, najwyższej próby.

Jezus pokazuje nam, jak bardzo zniewoleni są ci, którzy mają pieniądze, którzy w tym świecie posiedli wiele. On mówi: "Łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do Królestwa Bożego" (Ewangelia Mateusza 19, 24). Nie jest to wprawdzie niemożliwe, lecz jest naprawdę bardzo trudne. Bo pieniądze, możliwości jakie daje bogactwo i władza, posiadanie czegoś więcej niż mają inni - wszystko to odurza ludzi jak narkotyk. Bogaty może wejść do Królestwa Bożego, ale tylko wówczas, gdy przy tym będzie pokorny, oddany Bogu, wierzący w Jezusa Chrystusa, mogący za apostołem Pawłem powiedzieć: "Z Chrystusem jestem ukrzyżowany; żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus..." (List do Galacjan 2, 20), który żyć bedzie tak i tak zarządzać swymi bogactwami, że podobać się będzie Bogu. Na świecie jest wielu bogatych ludzi, ale... ilu z nich spełnia powyższe kryteria? Obawiam się, że niewielu!

Nie warto pożądać bogactwa i władzy. Nie warto z zazdrością patrzeć na Rockefellerów, Gatesów czy Onassisów. Nie warto snuć wciąż marzeń o rolls royce'ach w garażu, jachcie na Karaibach, dziesięciu willach i apartamentach - a jedno bardziej pełne przepychu od drugiego - o blasku reflektorów i błyskach fleszy, o podziwie i o tym, żeby inni nam zazdrościli naszej fortuny tak, jak my zazdrościmy bogaczom nie mając jej. Jedno warto - wierzyć w Jezusa Chrystusa i być zbawionym. Kto ma Chrystusa i zbawienie, ten jest szczęsliwy i najbogatszy na świecie!

09:05, haereticus , Ogólna
Link Komentarze (4) »
środa, 27 stycznia 2010
RYTUAŁ, MISTERIA I BOGACTWA ZDOBIEŃ...

"Wyznaję religię o przebogatym rytuale i pieknych i bogato zdobionych świątyniach. Przekaz mojej religii jest bardzo głęboki i bardzo trudny dla zwykłego, światowego umysłu. stąd skomplikowany rytuał, bedący swego rodzaju "treningiem"dla przywykłego 'konsumpcyjnych' asocjacji umysłu. Natomiast piękny wystrój świątyń jest wyrazem najwyższego szacunku dla tego co w naszym zyciu najważniejsze." - taki komentarz (tu zamieszczam jego fragment), autorstwa osoby podpisującej się nickiem "Lhamo", ukazał się 24 stycznia na blogu Zimbabwe1990. Skłonił mnie on do pewnej refleksji.

To prawda, że niekiedy spotykamy się z wielkim bogactwem wystroju "świątyń" (czasem aż do przesady i może to być wręcz gorszące!) i skomplikowanymi rytuałami i misteriami. Tak jest na przykład w prawosławiu. Prawosławne cerkwie aż "kapią" od złota a zrytualizowanie życia sakralnego nawet katolika może przyprawić o zawrót głowy. W katolicyzmie też mamy masę ozdób i rytuałów, choć jest to jednak bardziej stonowane niż w prawosławiuv- mniej w tym przesady i teatralności. Komuś może się to podobać. Nie powiem - mi też, ale jako pewien rodzaj sztuki. Do kościoła katolickiego lub do cerkwii idę, jak do muzeum, a na to, co tam się dzieje patrzę z zainteresowaniem - bo interesują mnie zwyczaje czy to europejskich katolików, czy wschodnioeuropejskich prawosławnych czy "dzikich" Papuasów lub Murzynów z Afryki... Interesuje mnie folklor i rytuały, które można zaobserwować w "miejscach świętych" są takim folklorem. A wystrój wnętrz to sztuka i nic więcej, jak tylko sztuka - ciesząca oko, ale dla życia duchowego zbędna, lub wręcz szkodliwa.

Przebogaty rytuał, pięknie i bogato zdobione świątynie... OK... Ale czy w Biblii to znajdujemy? Nie! Biblia nam nie mówi nic o rytuałach, ani o pięknie świątyń. Biblia mówi nam, że Bóg nie mieszka w świątyniach ręką ludzką uczynionych, a wyznawcy Jego z nastaniem Nowego Przymierza, nie będą mu oddawać czci w świątyni czy innych świętych miejscach, ale będą go czcili "w duchu i prawdzie" (jak to powiedział Jezus). Biblia nie zachęca nas do budowania świątyń, a tym bardziej do ich zdobienia! Pierwsi chrześcijanie gromadzili się po domach - nie mieli nawet specjalnych miejsc modlitwy! Nie tworzyli ikon ani figur i z pewnością nie czcili ich, bijąc porzed njimi pokłony, jak to widzimy w "bogatych rytuałach" katolickich i prawosławnych. Biblia nie zachęca nas do skomplikowanych rytuałów. Prostota i wiara w Boga - takie było chrześcijaństwo czasów biblijnych i tak warto żyć. Bo jeśli rozbudowujemy rytuały i wystrój, to rychło może okazać się, że mamy przerost formy nad treścią i że to, co piękne i bogate z zewnątrz, wewnątrz ma duchową pustkę! Bywałem i w bogatych cerkwiach i w bogatych świątyniach katolickich i choć ich piękno niekiedy wręcz powalało na kolana, to jednak bardzo wyczuwalna była ta pustka. A w zwykłych kaplicach protestanckich, pozbawionych zbędnych ozdób i w których nie sprawuje się skomplikowanych obrzędów dane jest odczuć powiew i działanie Ducha Świętego! Bogu na nic są nasze rytuały i bogactwo świątyń. Boga nic to nie obchodzi! W tym przejawia się najcześciej tylko pycha człowieka, by móc się cieszyć tym bogactwem i oszałamiać nim innych.

Zastanawiające jest to, że świątynie i rytuały pogańskie - na przykład buddyjskie, o ile mi wiadomo - są bardzo bogate i mogą oszałamiać. Czy przypadkiem katolicy czy prawosławni tego swojego zamiłowania do zbytkowności, do masy pięknych ozdóbek i rytuałów, misteriów wzięli właśnie z wierzeń pogańskich? Mi bardzo się zdaje, że ten wzorzec wzięto od pogan! Czy powinniśmy naśladować to, co znajdujemy w religiach tego świata? Moim zdaniem NIE - my mamy iść ścieżką wiary, tą ścieżką, którą Bóg nam wskazuje na kartach Biblii! Tworzenie rytuałów i zdobienie świątyń to jest droga w zupełnie błędnym kierunku... Chrześcijaninowi rytuały, misteria i ozdóbki na nic się nie przydadzą, a mogą być wręcz szkodliwe. My nie potrzebujemy tego, co podoba się poganom i powinniśmy dbać o to, by nie upodabniać się do pogan. Świątynia buddyjska lub voo-doo może być niesamowita i bogactwo rytuałów, ale co z tego? Ważne jest to, aby iść BOŻĄ drogą, a nie mieć masę błyskotek, skomplikowanych rytuałów i śpiewów. Ważne jest to, żeby czytać Biblię i żyć według niej, według Słowa Bożego...

Wszelkie ozdóbki i rytuały mogą tylko odciągać od Boga, a Słowo Boże (Biblia) nas do Niego zbliża. Przepych zostawmy poganom. Chrześcijanin ma dbać o duchowy rozwój i o piękno tego, co jest wewnątrz niego - jego duszy - a nie o zapełnianie swych miejsc modlitwy tysiącami zbędnych ozdób i tworzeniu skomplikowanych rytuałów. Przepych świątyń ma niby odzwierciedlać "szacunek dla Boga"? Katolicy i prawosławni mają wiele kapiących od ozdób świątyń, ale z szacunkiem do Boga jest raczej kiepsko. Bo ten przejawia się nie w ilości ozdób, ale w posłuszeństwie Słowu Bożemu! A protestantyzm, gdzie zasadniczo nie ma ozdób? Szacunek do Boga jest aż powalający i to mnie do nich przekonało. Z moich obserwacji wynika, że rzeczywisty szacunek do Boga jest wręcz odwrotnie proporcjonalny do zdobienia miejsc modlitwy i tworzenia skomplikowanych rytuałów. Tam, gdzie są rytuały, misteria i ozdoby, tam spotykam sporo duchowej tandety. Bóg gdzieś się najwyraźniej ludziom zagubił w tym całym przepychu!

02:52, haereticus , Ogólna
Link Komentarze (6) »
wtorek, 26 stycznia 2010
BŁOGOSŁAWIEŃSTWO DZIECI

"I przynosili do niego dzieci, aby się ich dotknął, ale uczniowie gromili ich. Gdy Jezus to spostrzegł, oburzył się i rzekł do nich: Pozwólcie dziatkom przychodzić do mnie i nie zabraniajcie im, albowiem takich jest Królestwo Boże. Zaprawdę powiadam wam, ktokolwiek by nie przyjął Królestwa Bożego jak dziecię, nie wejdzie do niego. I brał je w ramiona, i błogosławił, kładąc na nie ręce." (Ewangelia Marka 10, 13 - 16)

To naprawdę piękny fragment, który tak naprawdę nie wymaga żadnych objaśnień. Pokazuje nam jak bardzo Jezus kocha dzieci. Pokazuje nam Chrystusa, który najwyraźniej dobrze się czuje wśród dzieci. Ceni sobie pewne cechy, które ma dziecko. Przede wszystkim - jak się zdaje - docenia ufność ufność, ale także podkreśla niewinność (dziecku bowiem - jak wnioskuję z Biblii - nic nie jest liczone jako grzech, bo nie ma poznania, co jest dobre a co złe, ani nie zna prawa), czystość... Może też i szczerość (a dzieci potrafią przecież być szczere aż do bólu, co dorośli - wolący przemilczenia i fałszywe uśmieszki - nieraz mogą potraktować jako zachowanie niegrzeczne), i prostoduszność, i otwarte wyrażanie uczuć (dziecko nie wstydzi się płakać, gdy czuje się zranione, ani zaśmiać się głośno, gdy mu wesoło - nawet wówczas, gdy naszym zdaniem moment jest najmniej odpowiedni)... Bóg kocha dzieci i cieszy się, gdy one się do Niego garną. I błogosławi im z miłością - jak o tym czytamy na kartach Ewangelii.

Naśladując Jezusa, także i ewangelicznie wierzący chrześcijanie błogosłąwią w swoich Kościołach małe dzieci. Wraz z nimi błogosłąwi się także ich matce. Dzieci nie są chrzczone, gdyż nigdzie w Biblii nie znajdujemy świadectwa o chrzczeniu malutkich dzieciaczków. Nie ma tam ani pół słowa! Katolicy próbują wprawdzie nawet powyższy fragment podawać jako dowód, że dzieci należy chrzcić, ale przecież te wersety wcale nie zahaczają nawet o kwestie chrztu! Tu jest mowa bardzo jednoznacznie o BŁOGOSŁAWIEŃSTWIE. Moim zdaniem dzieciom chrzest nie jest do niczego potrzebny, bo chrzest nie zbawia, a one nie mają grzechu - bo nie może być grzechu, gdy nie ma zdolności rozróżniania co nim jest. I nie ma dla nich kary. Jeśli małe dziecko weźmie ze sklepu cukierka, to przecież nikt nie wzywa policji ani nie żąda ukarania złodzieja, stawienia go przed sądem i wpakowania za kratki, prawda? Dziecko, nawet jeśli umrze - jak wierzę na podstwie tego, co znajduję w Biblii - nie może zostać potępione. Nie może trafić do piekła. A ponieważ nie ma ani "czyśćca", ani "otchłani dzieciątek" - o których nauczają lub nauczali katolicy - więc zostaje tylko jedna opcja: "automatyczne" zbawienie, do którego chrzest absolutnie nie jest potrzebny. Wierzę w to, że dzieci mają szczególną łąskę u Boga.

09:40, haereticus , Ogólna
Link Komentarze (1) »
środa, 20 stycznia 2010
RÓWNI PRZED BOGIEM
"Pan spogląda z nieba, widzi wszystkich ludzi. Z miejsca, gdzie przebywa, patrzy na wszystkich mieszkańców ziemi. On, który ukształtował serce każdego z nich, On, który uważa na wszystkie czyny ich." (Psalm 33, 13-15)

Bóg widzi wszystkich ludzi i wszystkich darzy jednakową miłością. A my? Tak często można usłyszeć lub przeczytać: "Te żydy", "te czarnuchy, nieroby", "te arabskie brudasy"... Zbyt często postrzegamy ludzi przez pryzmat koloru skóry, zachowań związanych z taką a nie inną kulturą (odmienności), innej wiary, innej mentalności, innych poglądów, itp. Zbyt często słyszę, że biały człowiek zbudował cywilizację, a czarny to jak małpa na drzewie. Zbyt często widzę jak często "inny" oznacza dla nas automatycznie "gorszy"... Albo biedniejszego, mniej zaradnego czy upośledzonego człowieka jakże często niejeden z nas traktuje jako "gorszego".

Ale dla Boga każdy z nas jest równy i na każdego z nas Bóg tak samo patrzy. On nie patrzy na to, czy jesteśmy czarni, czy biali, czy urodziliśmy się w "cywilizowanej" Europie czy też w sercu amazońskiej czy afrykańskiej dziczy, czy mamy obie nogi równej długości, czy też jedną krótszą, czy jesteśmy prości czy garbaci, otyli czy szczupli i wysportowani, czy jesteśmy biedni i cwani, czy niezaradni i ubodzy... Bóg patrzy na wszystkich ludzi i traktuje ich równo. I tak samo czynią chrześcijanie, PRAWDZIWI chrześcijanie. W chrześcijaństwie nie ma miejsca na rasizm, uprzedzenia i dyskryminację!
17:55, haereticus , Ogólna
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 18 stycznia 2010
OBDAROWANI

Od jekiegoś czasu lubię przeglądać "Demotywatory". Zawsze można znaleźć tam coś śmiesznego, ale... czasem trafia się na głębszą myśl. Ostatnio poruszył mnie następujący obrazek:

I od razu przypomniała mi się poruszająca piosenka cygańskiego zespołu Mrodo Dżiweł: 

Na krzyżu przelałm krew
Skonałem pośród męk
Byś wieczny żywot miał

z przebitych moich rąk
Jam swej nie szczędził krwi
A ci ty dałeś mi?

Jam ci zbawienie dał,
rozproszył ciemną noc,
uśmierzył walki szał
szatana związał moc
To wszystko dałem ci
a co ty dajesz mi?

Jezus oddał wszystko. On oddał za nas życie. Cierpiał i umarł, abyśmy my mogli żyć. Dostaliśmy od Niego najwspanialszy dar - dar życia. I tak naprawdę dostaliśmy go dwa razy. Raz dostaliśmy życie doczesne i ten przepiękny świat. A dzięki ofierze na krzyżu otrzymaliśmy drugie życie - życie wieczne, zbawienie.  Z tego daru już dziś możemy się cieszyć, choć wciąż trzeba czekać... Mamy obietnicę - obietnicę, której realizacja jest PEWNA! Każdy, kto uwierzy w Jezusa Chrystusa, kto zawierzy Mu, kto odda Mu swe życie, ten zostanie zbawiony! I kiedyś będzie żył wiecznie, obcując z Panem! Od Chrystusa otrzymujemy największy skarb...

Kiedyś, jako dziecko, marzyłem o tym, by spotkać możnych tego świata i by wiele od nich otrzymać. Marzyłem o setkach "resoraków", które mogliby mi dać - bo to samochodzikami na "resorach" mierzyło się kiedyś, wśród równieśników, status społeczny, bogactwo. I tym można było zaszpanować. W świecie dorosłych jest inne rozumienie bogactwa. Zdarza się, że ktoś komuś robi prezenty za miliony dolarów. Można od kogoś dostać rolls royce'a, jacht, willę z basenem, prywatny odrzutowiec... Są ludzie, których stać na takie prezenty. Ludzie mogą ludziom dać wiele, ale nikt nie może dać tyle, co Jezus z Nazaretu, który oddał własne życie, abyś TY mógł dostać nowe życie, mógł być zbawiony! On oddał wszystko, aby Tobie wszystko zaoferować. Niektórym Bóg daje bogactwo, popularność, powodzenie, ale nie za to oddał życie. On oddał życie, by dać życie... Nowe życie! Najcenniejszy ze skarbów, przy którym blakną złoto, brylanty, szafiry, szmaragdy... On może ci nie dać bogactwa ani sławy, ale zawsze możesz od Niego otrzymać to, co daje - ZBAWIENIE, które może się stać Twoim udziałem, jeśli Ty oddasz Mu serce i zawierzysz Mu wszystko, zawierzysz Mu bezgranicznie!

"A takie jest to świadectwo. że żywot wieczny dał nam Bóg, a żywot ten jest w Synu jego. Kto ma Syna, ma żywot; kto nie ma Syna Bożego, nie ma żywota." (1. List Jana 5,11-12)

17:54, haereticus , Ogólna
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 stycznia 2010
KTO ZAWINIŁ TRAGEDII NA HAITI?

Od tygodnia świat patrzy na Haiti. To, czego doświadczyli mieszkańcy tego ubożuchnego państwa wzbudza przerażenie. W depeszach czytamy, że mogło zginąć nawet 200.000 ludzi. Nie wiadomo czy kiedyś poznamy pełną liczbę tych, którzy zginęli, lub ucierpieli w wyniku kataklizmu. Wczoraj agencje informacyjne podawały informacje o kolejnych wstrząsach - bardzo silnych, jak na wstrząsy wtórne. Pewien znany amerykański pseudoewangelista znów "zabłysnął" mówiąc, że to kara za grzechy Haitańczyków, za paktowanie z diabłem (choć brak nie tylko dowodów, ale nawet przesłanek na to). Gdy w kraje azjatyckie uderzyło tsunami ten sam człowiek mówił, że to była kara za grzechy... Szwedów, których wielu tam wypoczywało - i można było odnieść wrażenie, że wręcz cieszy go to, że "Bóg zrobił porządek". Podczas, gdy świat ze współczuciem patrzy na Haiti i stara się nieść pomoc, niektórzy wykorzystują tragedię, by znów zaistnieć w mediach choćby na jedną, krótką chwilę, głosząc swoje wymysły. Inni zapewne znów robią to samo, by pokazać, jacy to oni są dobrzy i jak pomagają. Hien, niestety, nie brakuje. Nie brakuje też i takich, dla których tragedia ta jest dobrą okazją, by dać upust swym rasistowskim przekonaniom - na polskich serwisach znajduję w tych dniach wiele doprawdy ohydnych, bulwersujących komentarzy. To pokazuje jak wielu ludzi w naszym kraju jest tylko "ochrzczpnych", a tak naprawdę wcale nie są chrześcijanami - przykre, ale prawdziwe. Ale budujące jest to, jak wielu jest ludzi dobrej woli, którzy płaczą nad tym, co się stało i chętnie dzielą się tym, co mają. Polacy zebrali już kilkaset tysięcy złotych. Pomocy można udzielić za pośrednictwem Caritas Polska lub Polskiej Akjci Humanitarnej.

Przy takich okazjach ludzie sobie zadają pytania: Jak do tego mogło dojść? Czy jest Bóg? Jeśli jest Bóg, to dlaczego do tego dopuścił? Bywa, że gdy słyszymy o tak strasznych zdarzeniach, nasza wiara się chwieje. A są też ludzie, którzy zaczynają bluźnić Bogu, oskarżać Go, pluć na Niego... Krzyczą, że jest okrutny, że jest zwyrodnialcem, że jest mordercą... Szatan wykorzystuje takie okazje i odciąga ludzi, nasącza ich serca nienawiścią i pogardą dla Boga. Czy Bóg był sprawcą tej tragedii, która wydarzyła się na Haiti? Czy odpowiada za setki innych katastrof? By dostać odpowiedź na tak postawione pytania najpierw powinniśmy znaleźć odpowiedź na inne pytanie: Dlaczego ludzie umierają? Odpowiedź znajdujemy w Biblii: "Przeto jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, tak i na wszystkich ludzi śmierć przyszła, bo wszyscy zgrzeszyli" (List do Rzymian 5, 12) To nie Bóg zawinił, lecz człowiek! Nie z winy Boga umieramy, lecz przez winy ludzi! To nie Bóg zesłał na nas śmierć, lecz ściągnęliśmy ją na nas (jako ludzkość) naszymi grzechami! I jeśli przetaża nas to, co widzimy - straszne obrazy przekazywane z Haiti (czy relacje z innych kataklizmów) - to winniśmy płakać nad tym, co do tego doprowadziło - nad grzesznością ludzkości, nad własnymi grzechami. Bo choć z winy Adama i Ewy umieramy, to nie możemy mieć do Boga pretensji, nie możemy Go oskarżać że nielitościwie stosuje odpowiedzialność zbiorową, karząc nas, którzy żyjemy kilka tysięcy lat później, gdyż nikt z nas nie jest bez grzechu!

Adam z Ewą żyli w raju... Nie wiemy jak długo. Może 100, może 300, może 500 lat... Gdy zgrzeszyli, gdy odwrócili się od Boga, musieli raj opuścić na zawsze. Ludzie zaczęli zaludniać ziemię. Rozwinęła się cywilizacja, społeczeństwa, ale równocześnie upadek postępował. I w końcu ohydne czyny ludzi ściągnęły na nich kolejną srogą karę. "Kiedy zaś Pan widział, że wielka jest niegodziwość ludzi na ziemi i że usposobienie ich jest wciąż złe, żałował, że stworzył ludzi na ziemi, i zasmucił się. Wreszcie Pan rzekł: Zgładzę ludzi, których stworzyłem, z powierzchni ziemi: ludzi, bydło, zwierzęta pełzające i ptaki powietrzne, bo żal mi, że ich stworzyłem. Tylko Noego Pan darzył życzliwością. (...) Ziemia została skażona w oczach Boga. Gdy Bóg widział, iż ziemia jest skażona, że wszyscy ludzie postępują na ziemi niegodziwie, rzekł do Noego: Postanowiłem położyć kres istnieniu wszystkich ludzi, bo ziemia jest pełna wykroczeń przeciw mnie; zatem zniszczę ich wraz z ziemią. Ty zaś zbuduj sobie arkę z drzewa żywicznego, uczyń w arce przegrody i powlecz ją smołą wewnątrz i zewnątrz. (...) A potem Pan rzekł do Noego: Wejdź wraz z całą twą rodziną do arki, bo przekonałem się, że tylko ty jesteś wobec mnie prawy wśród tego pokolenia. (...) Bo za siedem dni spuszczę na ziemię deszcz, który będzie padał czterdzieści dni i czterdzieści nocy, aby wyniszczyć wszystko, co istnieje na powierzchni ziemi - cokolwiek stworzyłem.(...) A gdy upłynęło siedem dni, wody potopu spadły na ziemię. W roku sześćsetnym życia Noego, w drugim miesiącu roku, siedemnastego dnia miesiąca, w tym właśnie dniu trysnęły z hukiem wszystkie źródła Wielkiej Otchłani i otworzyły się upusty nieba; przez czterdzieści dni i przez czterdzieści nocy padał deszcz na ziemię. (...) A potop trwał na ziemi czterdzieści dni i wody wezbrały, i podniosły arkę ponad ziemię. Kiedy przybywało coraz więcej wody i poziom jej podniósł się wysoko ponad ziemią, arka płynęła po powierzchni wód. Wody bowiem podnosiły się coraz bardziej nad ziemię, tak że zakryły wszystkie góry wysokie, które były pod niebem. Wody się więc podniosły na piętnaście łokci ponad góry i zakryły je. Wszystkie istoty poruszające się na ziemi z ptactwa, bydła i innych zwierząt i z wszelkich jestestw, których było wielkie mnóstwo na ziemi, wyginęły wraz ze wszystkimi ludźmi. Wszystkie istoty, w których nozdrzach było ożywiające tchnienie życia, wszystkie, które żyły na lądzie, zginęły. I tak Bóg wygubił doszczętnie wszystko, co istniało na ziemi, od człowieka do bydła, zwierząt pełzających i ptactwa powietrznego; wszystko zostało doszczętnie wytępione z ziemi. Pozostał tylko Noe i to, co z nim było w arce. A wody stale się podnosiły na ziemi przez sto pięćdziesiąt dni."  (Pierwsza Księga Mojżeszowa - tzw. "Rodzaju" - rozdział 6, wersy 7 - 8, 11 - 14 oraz rozdział 7, wersy 1, 4, 10 - 12, 17 - 24 - "Biblia Tysiąclecia). Wiele wskazuje na to, że to wówczas zaczęła się aktywność tektoniczna. Przynajmniej tak naukowcy badający sprawę biblijnego potopu i jego ślady na ziemi tłumaczą słowa: "... w tym właśnie dniu trysnęły z hukiem wszystkie źródła Wielkiej Otchłani..." (rozdział 7, wers 11).

Po potopie ludzie znów byli nieposłuszni. Zamiast rozejść się po ziemi, zgodnie z Bożym nakazem, osiedli w jednym miejscu, a po wielu kolejnych latach postanowili wybudować wieżę Babel. Bóg musiał pomieszać im języki. Nie było ich tak wiele, jak obecnie - ale to wówczas powstało kilka bazowych grup językowych, znanych dziś badaczom. Ludzie, gdy już nie mogli się porozumieć, rozeszli się po lądzie. A w tamtych czasach był jeden ląd, o istnieniu którego przekonani są także naukowcy niewierzący (dla których Biblia nie jest autorytetem, nie jest wiarygodnym zapisem dziejów), zwany w kręgach naukowych "Pangeą". W moim przekonaniu Bóg znacznie później, gdy już ludzkość się odpowiednio rozpierzchła - a wędrówka musiała trwać długo! - postanowił uczynić coś jeszcze, i oddzielić jednych od drugich masami wód. Znajdujemy o tym bardzo lakoniczną wzmiankę: "Eberowi urodzili się dwaj synowie; imię jednego Peleg, gdyż za jego czasów ziemia się podzieliła; imię zaś jego brata - Joktan" (Księga Rodzaju 10, 25 - tłumaczenie dosłowne). I to też nie mogło zostać bez wpływu na tektonikę. Osobiście jestem zdania, że wszelka aktywność tektoniczna, która trwa aż do naszych czasów, jest skutkiem tych dwóch wydarzeń. A więc także i trzesięnia ziemi są skutkiem naszego (ludzi) nieposłuszeństwa wobec Boga. I jeżeli kogoś można oskarżać, że jest winny temu, co stało się w tych dniach na Haiti, to należy oskarżyć o to nas, ludzi, a nie Boga!

*****

To może tyle na dzisiaj, choć tematu jeszcze nie wyczerpałem. Więcej będziecie mogli przeczytać już wkrótce. A póki co...

...pragnę zachęcić, abyście pomogli tym, którzy ucierpieli na Haiti. Odwiedźcie strony Caritas lub Polskiej Akcji Humanitarnej. Możecie także wysłać SMSa o treści "Pomagam" na numer 72052 (akcja "Caritas" - koszt 2 zł 44 gr) lub o treści "Haiti" na numer 74505 (akcja PAH - koszt 4 zł 88 gr).

Bo możemy tu rozważać kwestie teologiczne, potakiwać sobie lub nie zgadzać się, ale pewne jest to, że...

CI LUDZIE POTRZEBUJĄ NASZEJ POMOCY!
POMÓŻMY IM RAZEM!

19:50, haereticus , Ogólna
Link Komentarze (4) »
sobota, 16 stycznia 2010
PARTNERSWO I BRATERSTWO

"Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie co czyni pan jego, lecz nazwałem was przyjaciółmi, bo wszystko co słyszałem od Ojca mojego, oznajmiłem wam." (Ewangelia Jana 15, 15)

To bardzo intrygujące słowa Chrystusa, pokazujące jak wiele się zmieniło z chwilą, gdy jako Zbawiciel przyszedł przyszedł na ten świat, w relacjach pomiędzy Bogiem a idącym za Nim ludźmi. gdy patrzę w Stary Testament widzę w nim ludzi, którzy byli po prostu sługami Pana. Mieli tylko wykonywać Jego polecenia, nie mając wglądu w Boże plany. Jezus - Bóg nasz - przyszedł na ten świat, uniżył samego siebie, by nas postawić na zupełnie nowym poziomie relacji z Bogiem. Owszem - nazywamy się, jako chrześcijanie, sługami Bożymi - i rzeczywiście nimi jesteśmy, bo jesteśmy oddani naszemu Panu i pełnimy Jego wolę - ale w większym stopniu jesteśmy partnerami i współpracownikami Boga. Znamy podstawowe Jego zamiary i cele. Nie idziemy za Nim na ślepo, jak to musiało być w czasach Starego Testamentu. Nie musimy wykonywać na ślepo Jego poleceń. Bóg bowiem powiedział nam wszystko, co konieczne i proponuje nam współpracę na zupełnie innych zasadach, niż to było wcześniej.

Jezus - to sprawa dla chrześcijanina absolutnie oczywista i bezdyskusyjna - był i jest Bogiem. Taka jest wiara chrześcijańska. Gdy przyszedł, pojednał ludzi z Ojcem, a sam - jako Bóg - wszedł z nami w relacje braterskie. Nie jesteśmy zrównani z Bogiem, ale pojawia się bardzo specyficzna zażyłość z Nim. Dla pierwszych uczniów zaczęło się to z chwilą, gdy Pan stanął przed nimi w ciele i ich powołał, gdy weszli z Nim w relacje. Dla nas zaczyna się ona od momentu, gdy nawracamy się i oddajemy Bogu swoje życie - gdy odpowiadamy na wezwanie Chrystusa( tak samo realne jak to skierowane do pierwszych uczniów, choć nie spotykamy Chrystusa wcielonego) i wchodzimy z Nim w relacje. Myślę, że tą szczególną bliskość Boga - pod postacią Jezusa - z człowiekiem znakomicie uchwycił anonimowy egipski artysta - autor starej, koptyjskiej ikony z VI wieku, tak dobrze znanej młodym ludziom związanym z ekumeniczną Wspólnotą z Taize (jej fragment umieściłem powyżej).

Widzimy na niej Menasa, mnicha koptyjskiego - jednego z zapewne znaczących przywódców duchowych w Egipcie. W swoim ręku trzyma on zwój Pisma Świętego, który niesie światu, a Chrystus obajmuje go w sposób nadzwyczaj serdeczny. Ikona ta znana jest pod tytułem "Chrystus z przyjacielem". To naprawdę piękna w swym przesłaniu ikona. I wierzcie mi - można z niej usunąć twarz Menasa i w to miejsce wstawić zdjęcie dowolnej osoby, która swoje życie powierzyła Jezusowi Chrystusowi i żyjąc nowym życiem, które od Niego otrzymała, uczestniczy w realizacji Jego celów!

Znam wielu ludzi, w których widzę taką gorliwość, że z czystym sumieniem mogę tu wkleić ich zdjęcie. A są to i światowej sławy ewangeliści, przywódcy duchowi milionów ludzi na świecie - jak np. Billy Graham, którego zdjęcie pozwoliłem sobie powyżej wkleić jako przykład - jak i nie znani szerzej pastorzy, pokorni słudzy działający w Kościele lokalnym, a także wielu ludzi, którzy nie sprawują w Kościele żadnych funkcji, zwykłych naśladowców Chrystusa, którzy na co dzień żyją w społeczności (bliskości) z Panem.

Apostoł Paweł nazywał się "niewolnikiem Chrystusa", i chrześcijanin to "niewolnik Pański", ale doprawdy dziwna to niewola, bo niezwyczajny to Pan. Pan, który uniżył samego siebie, aby nas podnieść, uwolnić nas i wynieść nas na bardzo szczególną pozycję. Od Niego otrzymujemy dary i niezwykłą godność dzieci Bożych. Nie sług, którymi się pomiata, wydając tylko rozkazy, które nie mają prawa do własnej woli, ale dzieci Bożych. Narodziwszy się na nowo, otrzymawszy zbawienie z łąski Pana naszego, Jezusa Chrystusa, stajemy się rodziną Bożą, Bożymi sprzymierzeńcami i współpracownikami Pana, braćmi w Chrystusie, ale także braćmi z Chrystusem. W pierwszym tegorocznym numerze katolickiego "Tygodnika Powszechnego" ukazał się wywiad z bratem Aloisem, przeorem ekumenicznej Wspólnoty z Taize. Znalazłem w jego wypowiedzi także i takie słowa: "W rozległych regionach Afryki, np. u Masajów, Chrystus jest po prostu starszym bratem. Tak przecież mówili o Nim pierwsi chrześcijanie - jako o pierworodnym między wielu braćmi i siostrami (Rzymian 8, 29)".

Tak - wierzę, że Jezus nie tylko jest naszym Przyjacielem, ale że uczynił się też naszym Bratem, nie przestając jednak być Panem. To wydaje się skomplikowane, ale myślę, że warto zatrzymać się choć na chwilę nad tą kwestią i przemyśleć to, co napisałem. Mnie osobiście to, co odkryłem i czym podzieliłem się w tym tekście, ogromnie buduje.

14:52, haereticus , Ogólna
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 stycznia 2010
CZY ZIEMIA JEST PŁASKA?

Biblia nie jest dziełem naukowym - jest Słowem Bożym, zbiorem nauk, które Bóg nam przekazał, przeplatanych faktami z dziejów. Nie ma spełniać roli podręcznika historii, geografii, czy kosmologii. Ale trzeba także jasno stwierdzić, że nie jest dziełem antynaukowym - i fakty, które podaje znajdują potwierdzenie w odkryciach naukowych. Nie jest dziełem naukowym, lecz zawiera prawdy naukowe, choć nie są one opisane w sposób naukowy. Jednym z takich faktów, które zostały potwierdzone jest ta prawda, że ziemia ma kształt kuli. Tak! Zapis biblijny mówi nam o fakcie, na stwierdzenie którego naukowcy potrzebowali kilku tysięcy lat!

Obecnie coraz popularniejszy (także w kręgach najwyższej klasy naukowców!) staje się naukowy (a zarazem często biblijny) kreacjonizm - a jest to dziedzina nauki, której przedstawiciele (naukowcy!) dochodzą (metodami naukowymi!) do wniosków zgodnych z zapisem zawartym w pierwszych rozdziałach Biblii. Kreacjonizm ma wielu fanatycznych przeciwników, którzy z zaciętością zwalczają go nawet nie zadając sobie trudu, by zapoznać się dogłębnie z tym, co naukowy kreacjonizm głosi, jakie ma teorie, jakie argumenty i dowody. Uciekają się do prymitywnego szyderstwa i często można usłyszeć także, że (nienaukowa!) "teoria płaskiej ziemi" jest jednym z elementów kreacjonizmu opartego na Biblii i że jeśli wierzymy, że Bóg stworzył świat dosłownie tak, jak to jest opisane w Biblii, to wierzymy - czy wierzyć powinniśmy - także w to, że ziemia jest płaska. Może się to komuś nie spodobać, ale takich "uczonych mężów" trudno mieć w poważaniu, gdyż takie twierdzenie jest przejawem zwykłej ignorancji. Nauka o płaskości ziemi była powszechna w średniowieczu, ale nie ma źródeł w Biblii, a raczej w starożytnej filozofii pogańskiej! Wbrew antykreacjonistycznym krzykaczom - którzy mają w większości w gruncie rzeczy niewielkie pojęcie o nauce, a o Słowie Bożym wręcz żadne - biblijny opis ziemi jest inny, niż im się zdaje. Biblia pokazuje nam kulę zawieszoną w przestrzeni!

Najlepiej zrobię, jeśli "oddam głos" wybitnemu XX-wiecznemu naukowcowi - kreacjoniście, dr Harremu Rimmerowi. Cytuję z jego książki "Zgodność nauki z Pismem Świętym" (wyd. Zjednoczony Kościół Ewangeliczny, Warszawa 1984, str. 40 - 42 i 49 - 50), która pomimo upływu pewnie półwiecza od chwili jej wydania w USA nie straciła nic ze swej aktualności: "Niedawno pewien korespondent obwieścił, że Izajasz popełnił kardynalny błąd w swoim proroctwie. Zdaniem tego korespondenta Izajasz napisał, że ziemia jest płaska, a wiemy przecież, że jest kulista. Napisałem do odkrywcy 'błędu' prosząc o wskazanie kwestionowanego miejsca w Biblii. Po pewnym czasie otrzymałem oświadczenie, że błąd jest zawarty w Księdze Izajasza, w 11 rozdziale, w 12 wierszu. Werset ten był mi dobrze znany, gdyż wielu niewierzących posługuje się nim w celu skompromitowania Pisma Świętego. Brzmi on: 'I podniesie chorągiew między poganami, a zgromadzi wygnanych z Izraela, a rozproszonych z Judy zbierze z czterech stron (węgłów) ziemi'. Tryumfujący korespondent wyprowadził z tego cytatu następujący wniosek: Ponieważ Izajasz wymienia cztery węgły ziemi, to znaczy, że uważa ją za płaską. Następnie ów korespondent zapytał: 'Czy zaufacie statkowi, którego kapitan wierzy, że ziemia ma cztery węgły?'

Pytanie to wydało mi się szczególnie zabawne, ponieważ akurat wróciłem z podróży po oceanie. Przepłynąłem tysiące mil  na jednym z największych liniowców pływających po Pacyfiku. Zaprzyjaźniony ze mną kapitan był przemiłym kompanem w czasie długotrwałej podróży po bezkresnych wodach. Podczas sztormu okręt przypominał szczura, którym bawi się jamnik. Gdy podzieliłem się tymi spostrzeżeniami z kapitanem, śmiejąc się powiedział: 'To nie sztorm, to lekka bryza'. Po czym, widząc moje zdumienie, dodał: 'Żeglując po czterech węgłach ziemi przeżyłem wszystkie sztormy, jakie zdarzają się na oceanie. To, co teraz mamy, jest tylko silnym wiatrem'. Żałowałem wtedy, że wyjaśnienia tego nie słyszał protestujący przeciwko Izajaszowi korespondent. Dowiedziałby się wówczas, że kapitan wielkiego, nowoczesnego statku okazał się ignorantem, podobnie jak Izajasz, wierząc w jakieś cztery węgły ziemi!

Niedawno rząd Stanów Zjednoczonych wydał broszurę dotyczącą warunków zatrudnienia w marynarce. Jedno zdanie utkwiło mi w pamięci: 'Marynarka USA pod swą flagą pływa dziś po czterech węgłach ziemi (stronach świata)'. ('The United States marines are serving today on the four corners of the earth'). Cóż za naiwność! Rząd Stanów Zjednoczonych wierzy, że ziemia jest płaska!

Zwrot 'cztery rogi' (węgły) jest poetycką przenośnią wyrażającą to samo, co 'cztery punkty kompasu'. Należy pamiętać, że Izajasz był także poetą i niekiedy posługiwał się przenośniami poetyckimi. Mówiąc 'cztery węgły ziemi' chciał wyrazić to samo, co redaktor wspomnianej rządowej broszury. W tym miejscu musimy stwierdzić coś zupełnie zaskakującego: otóż Izajasz wcale nie użył zwrotu 'cztery węgły ziemi'! Określenie to jest typowe dla języka angielskiego, którego oczywiście prorok ni znał. Pisał po hebrajsku, a w tym języku omawiany fragment brzmiał dosłownie: Bóg zgromadzi rozproszonego Izraela z czterech 'ćwierci' ziemi. Wiadomo, że okrąg można podzielić na cztery ćwiartki.

Kiedy niewierzący wysuwa ten jedyny, niedokładnie przetłumaczony werset z Izajasza na poparcie swego zarzutu, powstaje pytanie, dlaczego nie jest na tyle uczciwy, by zacytować również fragment mówiący o kształcie ziemi. Znajdujemy go w 40 rozdziale, 22 wersie, gdzie prorok opisuje wielkość Boga: 'On to panuje na okręgu ziemi'. I znowu musimy wyjaśnić, że słowo 'okrąg' w hebrajskim języku oznacza dokładnie 'okrągłość'. Najbardziej doskonały jest przekład szwedzki, gdzie użyty jest w tym miejscu właśnie wyraz 'okrągłość', oddający wiernie intencje Izajasza.

Bez wątpienia w czasach Izajasza byli ludzie twierdzący, że ziemia jest płaska. Bywali tacy w każdym pokoleniu, i są nawet dzisiaj. Trzeba mieć na uwadze, że Izajasz pisząc wspomniane słowa nie kierował się swoją wiedzą. Natchniony przez Ducha Świętego opisywał rzeczy, których dziś jeszcze wielu ludzi nie może pojąć. Wiele wieków minęło, nim uczeni odkryli, że ziemia jest okrągła. Biblia stwierdziła to już przed tysiącami lat. Wyprzedzając ludzkie odkrycia Duch Boży objawił prawdy, z którymi doskonale harmonizuje współczesna wiedza. (...)

W czasach proroka Hioba ludzie wierzyli, że ziemia spoczywa na masywnych fundamentach. Wiele dawnych, niesamowitych opowieści dotrwało do naszych czasów. Dowiadujmy się z nich na przykład, że ziemia w wierzeniach Egipcjan jest oparta na pięciu słupach, po jednym na każdym rogu i jednym pośrodku. Lektura mitów wywierała na nas w młodości niesamowite wrażenie. Wyobrażaliśmy sobie ziemię jako płaski kwadrat. Jeśli ktoś by doszedł do jej krawędzi, mógłby zobaczyć słupy, na których jest oparta. Poznaliśmy także legendę o Atlasie dźwigającym ziemię na ramieniu. Trudno tylko było pojąć, na czym stoi Atlas. Jedynym mitem, który mógł nas zadowolić, była hinduska legenda, według której ziemia spoczywa na ogromnym słoniu, ten zaś stoi na wielkim żółwiu pływającym w kosmicznym morzu! Była to najbardziej sensowna z tych teorii!

Ale oto w odległej przeszłości, gdy człowiekowi majaczyły się brednie o ziemi, prorok Hiob opisał wielkość i wspaniałość Bożą. 'Rozciąga horyzont nad miejscem próżnym, a ziemię zawiesił na niczym' (Hiob 26:7). Dla określenia 'nicości' użył słowa 'belimah', które nie jest wyrażeniem hebrajskim. Językoznawcy nie są zgodni co do jego pochodzenia. Przypuszcza si, że jest to wyraz pochodzenia sumeryjskigo, o niesprecyzowanym znaczeniu, przy czym nasze 'nic' jest najbardziej do niego zbliżone.

Swego czasu uczestniczyłem w konferencji Amerykańskiego Towarzystwa Postępu i Nauki. Na bankiecie siedziałem obok członka tego Towarzystwa, znanego fizyka i geografa. W czasie rozmowy spytałem go:
- Doktorze, co utrzymuje ziemię na właściwym jej miejscu w kosmosie?
- Grawitacja - powiedział.
- Ale co to jest grawitacja?
- Grawitacja jest właśnie tym, co utrzymuje ziemię na właściwym miejscu.
Ten uczony udzielił takiej odpowiedzi, jak Hiob, z tą różnicą, że użył wielu słów. Zastąpmy wyraz 'belimah' mglistym słowem 'grawitacja', a otrzymamy wypowiedź sprzed czterech tysięcy lat w następującym brzmieniu: 'Bóg rozciągnął horyzont na próżnym miejscu i zawiesił ziemię przy pomocy grawitacji'."

Antykreacjoniści usilnie próbują przedstawiać kreacjonistów jako skończonych idiotów, głoszących poglądy niezgodne z rzeczywistością, niezgodnych z wnioskami naukowymi popartymi niekwestionowanymi (obiektywnie) dowodami. Tak jednak nie jest. I wrogowie kreacjonizmu sami się w ten sposób własnymi twierdzeniami na temat przekonań kreacjonistycznych po prostu ośmieszają. My - zwolennicy kreacjonizmu - nie negujemy, że Ziemia jest okrągła (w przybliżeniu) i że znajduje się w przestrzeni kosmicznej. Nie negujemy istnienia praw fizyki rządzących w kosmosie, rządzących także Ziemią. My informacje o tym, że ziemia jest okrągła i że jest zawieszona w przestrzeni znajdujemy w Biblii! Tej samej Biblii, która zdaniem przeciwników kreacjonizmu jest świadectwem niewiarygodnym z punktu widzenia naukowego. Tam - w Biblii - informacje te zawarto w czasach, gdy naukowcy (ówcześni) żywili przekonanie, że ziemia jest płaska! Uwielbiana przez antykreacjonistów "jedyna prawdziwa nauka", oparta na tezach "jedynych prawdziwych naukowców", tysiące lat po tym, jak poczyniono zapisy biblijne potwierdziła to, co jest zapisane w Biblii, a oni dziś mają czelność twierdzić, że Biblia nie zawiera wiarygodnych świadectw naukowych i ośmieszać Biblię i nasze przekonania jako "nienaukowe"!

09:12, haereticus , Ogólna
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 94